poniedziałek, 29 grudnia 2014

niedziela, 21 grudnia 2014

O zabobonach urodowo-pielęgnacyjnych, co warto wiedzieć o trądziku, aby skutecznie z nim walczyć - cz I

"Domowe sposoby na szybkie pozbycie się trądziku." Brzmi pięknie, czyż nie? Wielokrotnie czytałam tego typu rzeczy i wprowadzałam je w życie, dopóki nie trafiłam na doświadczonych dermatologów. Niczym idiotka wykonywałam przedziwne rytuały pielęgnacyjne, mające na celu poprawić stan mojej przeoranej do granic możliwości, przypominającej jesień średniowiecza cery. 

środa, 17 grudnia 2014

Płukanka z rumianku & wiesiołka.


Sporo osób o innym niż blond odcieniu włosów często zraża się na myśl o rumianku, a to dlatego, że właściwości rozjaśniające najlepiej widoczne są na włosach jaśniejszych. Jeżeli zależy Ci jednak na uzyskaniu blasku i przyspieszeniu porostu, mój przepis na płukankę rumiankowo-wiesiołkową jest właśnie dla Ciebie!

poniedziałek, 1 grudnia 2014

WŁOSY: GRUDZIEŃ 2014

 

Dzisiejsza aktualizacja będzie wyjątkowo krótka - przede mną mnóstwo nauki. Jak można łatwo zauważyć, włosy zdecydowanie straciły na objętości, a to za sprawą odstawienia szamponu Volume Yves Rocher. Odnoszę również wrażenie, że w ciągu tego miesiąca za wiele nie urosły - może 0,5 cm? Tydzień temu rozpoczęłam suplementację z Belissą - mam nadzieję, że wzmocni choć trochę paznokcie i przyspieszy porost herów. Jeżeli same kapsułki nie wystarczą, wrócę do picia drożdży i stosowania wcierek na porost - nie ukrywam, że ten zastój w długości jest cholernie irytujący.

A jak u Was z włosami? 

niedziela, 30 listopada 2014

∞ HISTORYCZNIE ∞ Szampon do włosów

Kosmetyki na które większość z nas nie zwraca szczególnej uwagi - tak jak wszystko, co stworzone przez człowieka - mają swoją historię. Z zapartym tchem analizujemy ich składy, nie zastanawiając się nawet, kiedy tak naprawdę pojawiły się na półkach sklepów i kto je wynalazł. W dniu dzisiejszym po raz pierwszy zabiorę Was w interesującą podróż do korzeni... szamponu do włosów. Zapraszam do przeczytania wpisu z nowego cyklu: 'HISTORYCZNIE', w którym postaram się przybliżyć historię naszych codziennych pomocników.


poniedziałek, 10 listopada 2014

Mój sposób na turban!

Turban. Wszyscy go znają i uwielbiają. I choć to męskie nakrycie głowy krajów Arabskich, Indii, Iranu, to od lat jest też nieodłącznym towarzyszem kobiet (i mężczyzn) w trakcie spotkaniach towarzyskich, rytuałów łazienkowych i celebrowaniu przyjemności chociażby w SPA. Słowo bliskie i znajome każdej włosomaniaczce. I jak wiele jest sposobów ich wiązania, tyle samo mamy rodzajów materiałów, z których są wykonane. W polskiej blogosferze wychwalane są turbany z mikrofibry. Nie niszczy włosów, doskonale absorbuje wodę. Ale co jeśli nie masz takiego turbanu? Czy jesteś skazana na zniszczenia od zwykłego ręcznika? Nie martw się, mam alternatywę!

 

poniedziałek, 27 października 2014

Clarisonic Mia 2 - moje wrażenia


Szczoteczki do pielęgnacji twarzy zdobywają ostatnimi czasy furorę wśród klientów i blogerek sekcji beauty. Na YouTube możemy znaleźć mnóstwo pozytywnych recenzji odnośnie tych produktów. Dzięki przychylnym opiniom i ja postanowiłam się skusić na zakup tego gadżetu. 

niedziela, 19 października 2014

Prawda czy mit? ∞ Oliwa z oliwek ratunkiem przed siwizną?

Nakładanie oleju i masaż, od wieków stosowane są przeciwko siwieniu, nadmiernym przesuszeniu i wypadaniu włosów. Masaż z dodatkiem oliwy z oliwek jest jedną z najlepiej ocenianych starożytnych metod w odnowieniu dawnego, naturalnego koloru, zredukowaniu suchości włosów wzmocnieniu i nadaniu im blasku. Jak wiele z nas wierzy w zbawienną moc olejowania? A może są wśród czytelniczek włosomiłośniczki, które nie stosują tego zabiegu, uważając go za kolejny urodowy mit? Kto ma rację? Przekonacie się czytając dzisiejszy wpis.

piątek, 17 października 2014

PROJEKT DENKO • ODŻYWKA BANANOWA THE BODY SHOP • CERTYFIKOWANY SZAMPON ORGANICZNY ABSOLUTE ORGANIC • MASECZKA REGENERUJĄCA Z LNEM & RUMIANKIEM JOANNA


Przygotowałam dla Was recenzję trzech produktów do włosów. Mamy niestety taką porę roku, że niezwykle trudno o dobre oświetlenie, a zależy mi, aby publikowane przeze mnie fotografie były w możliwie jak najlepszej jakości. Wlasnie dlatego dzisiejszy wpis bedzie odrobine inny niz poprzednie. (Takie tam, przemyślenia małego grafika.)

Zapraszam do czytania.


środa, 15 października 2014

Jak długo wypada nosić długie włosy?

Kwestia długości włosów i jej zależność wieku, to temat dość kontrowersyjny. Czy istnieje granica wieku, w której nam, kobietom, nie wypada już nosić długich włosów? Czy wizerunek krótko ściętej babci wciąż jest lepiej przyjmowany i co jest tego powodem? Skąd w ogóle teoria, że długie włosy są zarezerwowane dla młodych? 

piątek, 3 października 2014

Smoothie Mirandy Ker

Dwa dni temu umieściłam na instagramie zapowiedź dzisiejszego postu. (Szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że tak szybko zgromadzę wszystkie potrzebne składniki.) Na szczęście w jednym ze sklepów ze zdrową żywnością znalazłam wszystko, czego potrzebowałam czyli: mleko kokosowe, surowe kakao, jagody açaí, sproszkowany korzeń maci. Pozostałe składniki (woda kokosowa, spirulina, jagody goji, nasiona chia i proteiny ryżowe w proszku) dotarły do mnie pocztą. Jakie są zalety picia tego koktajlu z rana? Wystarczy poczytać o właściwościach poszczególnych składników!

środa, 24 września 2014

O tym, dlaczego przestałam wchodzić na wagę...

W ciągu swojego 20-letniego życia wielokrotnie słyszałam komentarze na temat mojej wagi, lub jak kto woli ... niedowagi. Odkąd pamiętam - byłam chudzielcem. W dzieciństwie po 4 roku życia zaczęłam intensywnie rosnąć, a procent tkanki tłuszczowej był minimalny. Przeglądając zdjęcia można nawet zauważyć piękny naturalny sześciopak - nie, nie uprawiałam sportu, byłam po prostu "ruchliwa". Miłość do aktywności fizycznej od najmłodszych lat próbował zaszczepić we mnie tata - były narciarz biegowy, który przez kontuzję musiał przerwać swoją karierę. To on wyleczył mnie chwilowo z tzw. cykorzenia - strachu prze d upadkiem, utonięciem po wrzuceniu na głęboką wodę, zdartym kolanem czy niepowodzeniem w pierwszej jeździe na rowerze bez asekuracji. Był konsekwentny, ale to pozytywna cecha każdego trenera

W pierwszych latach podstawówki zniechęciłam się do jakiejkolwiek aktywności fizycznej przez zajęcia korekcyjne, na które zmuszona byłam uczęszczać ze względu na wadę kręgosłupa. Zadawane ćwiczenia powodowały ból, instruktor nie robił z tego większego problemu, ba udawał, że go nie ma - ale czego więcej oczekiwać od emerytowanego wuefisty w małej mieścinie - na pewno nie profesjonalizmu i na pewno nie w tamtych czasach. 

Widząc akcję promowaną przez Annę Lewandowską 'Stop zwolnieniom z WF' mimowolnie się uśmiecham. Do pierwszej klasy LO był to znienawidzony przeze mnie przedmiot. Zaczęło się w czwartej klasie podstawówki, gdzie po raz pierwszy przydzielono wszystkim wuefistę - na dodatek zupełnie niekompetentnego, nie szczędzącego szyderczych uśmieszków i komentarzy na nasz temat kierowanych do drugiego nauczyciela wychowania fizycznego. On nie uczył - on wyśmiewał. 

To właśnie wtedy pojawiła się pierwsza, zacięta rywalizacja pomiędzy urodzonymi mezomorfikami, endomorfikami i ektomorfikami. Ja należałam do tych ostatnich. Nie oznacza to, że tacy ludzie nie mają potencjału do sportu - wręcz przeciwnie - należy je odkryć. Ja nie miałam warunków do ich odkrycia, w domu zresztą na swoje narzekania słyszałam krótki komentarz 'nie możemy być ze wszystkiego najlepsi' - nawiązywał on do mojej nauki. Uczyłam się dobrze. Obraz kujona bez koordynacji ruchowej to najlepszy pretekst do żartów właśnie na godzinach wychowania fizycznego. 

Wielokrotnie byłam kozłem ofiarnym i punktem celowych, silnych piłek setowych od najbardziej wysportowanych dziewczyn, chcących zaimponować wuefistom. Brak różnorodności w trakcie zajęć, ograniczający się do rzucenia piłki dzieciakom czy odświętne ćwiczenia na sprawdzenie wytrzymałości (kończące się tygodniowymi zakwasami) to nie jedyny powód, dla którego organizowana przez żonę polskiego napastnika wydawała mi się śmieszna. Nie ma opcji, żeby ludzie z dnia na dzień pokochali sport w imię wyższych idei. Potrzebny jest bodziec i odpowiednia osoba, która przeprowadzi nas z trudnej drogi nienawiści do miłości. Tak jest ze wszystkim.

Wracając jednak do mojej historii ze sportem. Gimnazjum - kolejny okres porażek i niepowodzeń. Prócz wspomnianego przeze mnie wyżej braku różnorodności doszedł fakt, że wuefista, który prowadził nasze zajęcia - znał mojego ojca. 

'Nie wdałaś się w tatę.' - kwitował krótko za każdym razem, gdy omdlewając przebiegałam szóste kółko wokół szkoły w najgorszy mróz, dusząc się, krztusząc, nie czując nóg. Wielokrotnie przez takie hartowanie organizmu chorowałam na zapalenie oskrzeli, dwukrotnie na zapalenie płuc. Kiedy na dworze robiło się odpowiednio zimno (temperatura spadała poniżej 5 stopni Celsjusza), mogliśmy w końcu wrócić do murów szkoły i grac w uwielbianą przez mezomorficznych mutantów siatkówkę. Wyjątkiem rozrywek była koszykówka - której również nie ogarniałam, rzucanie piłkami lekarskimi - nieprzystosowanymi wagą do budowy ciała połowy uczniów, czy też wiszenie na drążku - bez wcześniejszej rozgrzewki. Dlaczego mówię bez rozgrzewki? Prowadziły ją najczęściej osoby niemające pojęcia o poszczególnych ćwiczeniach. 

To właśnie w gimnazjum jedna z uczennic celowała w moją stronę siatkową piłkę setową, której nie tylko nie odebrałam w należyty sposób, ale również oberwałam w nos, który  - jak niedawno się okazało - został złamany. 

Nie zdawałam sobie z tego sprawy do początku bieżącego roku, a dokładniej momentu, w którym  usłyszałam od otorynolaryngologa, że mam nos pourazowy ze skrzywioną przegrodą - stąd  oddychanie jedną dziurką i typowy 'nosowy' głos. Nikt nie zauważył tego złamania w odpowiednim czasie. Bolał, puchnął, a o odszkodowaniu mogę w tej chwili pomarzyć. 

Gdy nadchodziły końcowe dni zimy - nawet zanim weszliśmy w kalendarzową wiosnę - ponownie wychodziliśmy na dwór: 

- rzucać oszczepem - oberwałam w głowę 
- rzucać kulą - zmiażdżyłam sobie stopę
- grac w piłkę ręczną - o, a tutaj zdarzyło się, że zostałam z całej siły popchnięta na betonowe, chropowate boisko, na którym zdarłam sobie skórę z kolan, dzięki czemu blizny posiadam do dnia dzisiejszego. 

I jak tu pisać o pozytywnych wspomnieniach?  

W drugiej gimnazjum powiedziałam - dość upokorzeń. Nie miałam wiele siły, ponieważ nigdy nie ćwiczyłam z naciskiem na trening siłowy, za to moim ogromnym atutem była elastyczność ciała. W domowym zaciszu zaczęłam się rozciągać - właśnie za szpagat otrzymałam pierwszą pozytywną ocenę z wf. Stretching był moją pierwszą ulubioną formą aktywności fizycznej. 

Później doszły brzuszki, lekkie hantelki, dzięki którym nieco bardziej wyrzeźbiłam swoją sylwetkę. Pod koniec trzeciej gimnazjum wuefista zdecydował się dać mi piątkę na koniec roku dzięki czemu miałam najwyższą średnią w szkole. To był mój motor do działania - niby nic, a jednak ktoś, kto przez bite dwa lata widział we mnie ofermę losu, w końcu docenił moje starania

Przez wakacje dzielące gimnazjum i początek LO intensywnie ćwiczyłam. Moja wydolność i siła skoczyły ku górze, potrafiłam nie tylko z odpowiednią siłą zaserwować piłkę w siatkówce, ale również bez większego wysiłku przepłynąć 60 długości na basenie (ile to jest w kilometrach/metrach?) 

Dopiero w liceum okres przestał być moją wymówką do rezygnacji z ćwiczeń. Moje zainteresowanie aktywnością fizyczną wzrastało z dnia na dzień. Zabawne, że przez chwilę myślałam nawet o studiowaniu na AWF. Doszłam jednak do wniosku, że sport może być w moim przypadku tylko i wyłącznie hobby - niekoniecznie formą zarabiania pieniędzy...

Wracają jednak do tytułu dzisiejszego wpisu. Waga i jej wahania wciąż są moim problemem. Może zabrzmi to śmiesznie, ale chcę przytyć... W szczytowej formie ważyłam 55 kg. Przed maturą gwałtownie schudłam - prawie 8 kg - nie jest to normalne, więc postanowiłam udać się do lekarza, który następnie skierował mnie do endokrynologa, ten natomiast zlecił wszystkie istotne badania, po których okazało się... że jestem zdrowa.

Nikt do końca nie wie, co było powodem mojego gwałtownego spadku wagi. Obsesyjnie próbowałam wrócić do upragnionych 55 kg, jednak z czasem zrozumiałam, że nadmierne jedzenie i wpychanie w siebie na siłę nie przynosi niczego innego poza zmęczeniem, ociężałością i brakiem chęci do ćwiczeń.

Trenowałam dalej, zauważyłam przyrost tkanki mięśniowej i zadowolona postanowiłam wejść na wagę. To co ujrzałam - przeraziło mnie kompletnie. 47 kg oznaczało alarmującą niedowagę. Przesadziłam z ćwiczeniami - myślałam.

Przestałam ćwiczyć początkowo na tydzień - zaczęłam więcej jeść. Kolejne sprawdzanie wagi wprawiało mnie w kompletne osłupienie. 46 kg... 45 kg... 44,5... Udałam się ze swoim problemem do dietetyka, który rozpisał mi racjonalny jadłospis na cały tydzień. Trzymałam się go jak tonący brzytwy: 6 posiłków dziennie, co 3 godziny. Stawałam na wagę i nic. Wciąż niedowaga. Nie rozumiałam tego. W lustrze nie widziałam kościotrupa - wręcz przeciwnie - zdrową, szczupłą osobę. Dzieliłam się swoimi problemami z przyjaciółką, która dolała oliwy do ognia, kiedy się spotkałyśmy, mówiąc, że faktycznie schudłam.

Zaczęłam przeglądać artykuły na temat wrodzonej chudości, tego, że organizm może mieć tendencję do zamieniania kcal w ciepło - a nie ich magazynowania. Wyczytałam również, że dobrym sposobem na nabranie masy mogą być ćwiczenia siłowe - na początek jednej partii ciała. Czemu nie - pomyślałam - Zawsze to jakiś powrót do ćwiczeń. I zaczęłam ćwiczyć.

Czas na paradoks tej historii. Ostatnio przy okazji wizyty u weterynarza postanowiłam stanąć na wagę. Ujrzałam wymarzoną, nieprawdopodobną liczbę 50 kg. Z zaciekawieniem spojrzałam na lekarza pytając, czy ta waga działa na ludzi tak samo jak na zwierzęta. Odpowiedział, że tak. Nie ukrywając radości popędziłam do domu i postanowiłam dokładnie obejrzeć wagę. Okazało się, że majstrowała przy niej moja mama, która odejmowała sobie kilogramy, by poczuć się lepiej po stanięciu na wagę. 

- Wiesz kochanie, mi to poprawiało humor, a Tobie dało mobilizację do tycia. 

#takbardzooszukana
#nieufamwagom
#czujsięzdrowowewłasnymciele

środa, 10 września 2014

ULUBIEŃCY: Rumianek


Gdybym miała wymienić minimum trzy rodzaje ziół, które: naprawdę lubię pić, przypadły do gustu moim kubkom smakowym (co jest rzadkością, serio) i których właściwości cenię sobie nade wszystko, na pierwszy ogień niewątpliwie poleciałby ... rumianek.



poniedziałek, 8 września 2014

HAUL: catrice – eybrow set (zestaw do malowania brwi)


Hej kochani! Dziś przygotowałam dla was malutki haul, do którego przyczyniła się niejako właściwie druga makijażowa vlogerka, dzięki której moje umiejętności mejkapu wzrosły diametralnie. No bo kto nie zna maxineczki? W jej przedostatnim filmiku mogliśmy obejrzeć krótkie recenzje produktów do brwi. Wśród kosmetycznych ulubieńców wspomniała o zestawie do brwi catrice, na który czaiłam się od dłuższego czasu. Koniec końców zamówiłam go za pośrednictwem Minti SHOP i mimo ostrzeżenia, że na produkt poczekam 5 dni ... kurier zapukał już dziś! Eoeoeoeo!


W standardowym kartonowym pudełku, ozdobionym jednakże uroczą, firmową tasiemką Minti Shop czekała malutka paczuszka otulona folą bąbelkową, którą swoją drogą uwielbiam. (Super perspektywa na resztę popołudnia. Kto nie lubi bąbelków?)


Drobne, minimalistyczne, eleganckie opakowanie. Ciekawe jak z wytrzymałością!



Na set składają się dwa cienie, lusterko, szufladka z pęsetą, pędzelkiem i szczoteczką do brwi. W skrócie: nie ważne gdzie jesteś, o brwi zadbasz dosłownie wszędzie! A skoro mowa o brwiach, jest takie powiedzenie, które od lat niezmiernie poprawia mi humor:


♡  
ASK.FM       TWITTER       INSTAGRAM       PINTEREST        BLOGLOVIN' 

Witaj na HR (to taki skrót od hairoutine). Cieszę się, że tu jesteś. Będzie mi bardzo miło, jeśli wyrazisz opinię na temat wpisu. Nie toleruję spamu, krytyki (chyba, że konstruktywnej). Jeśli chcesz wyrazić odmienne niż moje zdanie: droga wolna, tylko proszę, zrób to w sposób kulturalny. Twój komentarz w tajemniczy sposób zniknął? Cóż, najwidoczniej brakuje mi dystansu do siebie! Poniżej masz kilka opcji, na przykład reakcje. Dzięki nim możesz ocenić notkę w skali: zabawne - interesujące - przydatne. Jeśli chcesz udostępnij mój wpis na jednym z portali społecznościowych - Twitterze, Facebooku, Google+ lub na Pintereście.

niedziela, 7 września 2014

Gubisz włosy szybciej niż wsuwki? I̶d̶z̶i̶e̶ ̶j̶e̶s̶i̶e̶ń̶ Czas zadbać o zdrowie.



Do napisania dzisiejszego postu skłoniło mnie kilka rzeczy. Przede wszystkim obserwacje włosów na swoim własnym przykładzie, a co najważniejsze - prośba czytelniczki. Pewnie większość z was zauważyła, że już na początku jesieni wypada nam coraz to większa ilość włosów. Jest to normalne, pod warunkiem, że ilość wypadających herów nie przekracza 200 dziennie (teraz siedź i licz każdego wypadającego włosa, hehehehehe). Jesienne łysienie nie powinno być powodem do niepokoju o ile trwa krótko. Jeżeli po pewnym czasie nasilenie wzrośnie - powinniśmy podjąć kilka kroków zapobiegawczych. 

Najlepszym i najprostszym sposobem na wzmocnienie włosów jest ich podcięcie. Czytelników doszukujących się absurdu w powyższym stwierdzeniu wyprowadzam z błędu - nie, nie chodzi o to, że podcięcie wzmocni cebulki. Podcinając włosy pozbędziemy się zniszczonych końców, które w trakcie rozczesywania kołtunią się i podczas szarpnięcia szczotką, powodują wypadanie osłabionych włosów.

Staraj się przebywać dużo na świeżym powietrzu - i nie mam tu na myśli spacerów w pobliskim, miejskim parku, w którym pomimo zieleni i tak nawdychasz się smogu - postaraj się wyjechać za miasto. Czyste powietrze pozytywnie wpłynie nie tylko na cebulki włosów, ale i uśpione upojnym lenistwem lata komórki mózgowe... a październik, drodzy studenci, tuż tuż!

Bardzo istotna jest dieta. Uzupełniona w nienasycone kwasy tłuszczowe (oliwa z oliwek, oliwki, pestki ze słonecznika i dyni, suszone owoce), białko rybie i witaminy z pewnością zaprocentuje. Mrożone owoce również posiadają wartości odżywcze. Dodatkowa suplementacja w postaci skrzypu polnego, pokrzywy i drożdży również mile widziana. Pamiętajcie, żeby nie przesadzić - tabletki możemy przyjmować nie dłużej niż 4 miesiące. Należy ograniczyć kawę, wodę mineralną, a zastąpić je świeżymi sokami z warzyw i owoców. Zamiast słodyczy i fastfoodów należy postawić na zbilansowane posiłki, które dostarczą organizmowi odpowiednich składników odżywczych.

Kolejny punkt - odpowiednia pielęgnacja. Nadmiernie wypadające włosy należy traktować nader delikatnie. Pobudzanie krążenia skóry głowy jest niezwykle istotne. I nie mam tu na myśli gwałtownego szorowania skóry głowy pazurami, tylko zaopatrzenie się w odpowiednie kosmetyki. Dzisiejszy rynek oferuje mnóstwo preparatów na bazie mięty pieprzowej, kofeiny, papryki, rozmarynu czy substancji farmakologicznych mających na celu pobudzenie krążenia. Przed kuracją wzmacniającą należy dokładnie oczyścić naskórek głowy z wszelkich zanieczyszczeń - można to zrobić samemu w domu z pomocą peelingów przeznaczonych do skóry głowy, lotionów czy toników lub po prostu udać się do odpowiedniego gabinetu trychologicznego / kosmetologicznego. 

Podobnie jak na jesień - włosy mogą zareagować wypadaniem na wiele innych czynników. Może być to stres, depresja, problemy z tarczycą, rekonwalescencja po narkozie. Należy pamiętać, że wypadanie włosów może wystąpić z efektem opóźnienia, czyli nawet kilka miesięcy po traumatycznym wydarzeniu, grypie, którą przebyliśmy pół roku wcześniej czy stresie w pracy. W postawieniu odpowiedniej diagnozy pomocne są badania takie jak morfologia, oznaczenie poziomu żelaza, magnezu i wapnia we krwi, stężenie hormonów tarczycy, WR. Gdy łysienie ma związek z chorobami, pomocny może okazać się endokrynolog, internista lub gastrolog.

wtorek, 2 września 2014

WŁOSY: WRZESIEŃ 2014


Dzisiaj szybka aktualizacja, ponieważ mamy wrzesień, a ja: latam jak głupia po mieście, roznoszę CV, załatwiam papierkowe sprawy związane ze szkołą, szukam mieszkania, w międzyczasie próbuję się uczyć, ogarniać dom i H A I R O U T I N E.

Wynalazca kalendarza powinien dostać nagrodę Nobla przyznaną przez Stowarzyszenie Sklerotyków, o ile takowe istnieje, a jak nie - chętnie podejmę się roli dumnej założycielki. To też jakieś życiowe osiągnięcie, czyż nie?

Dobra, przechodzę do rzeczy. Strzeliłam hairfie (hair+selfie), ale zarówno fotografia z fleszem jak i bez flesza, nie oddają aktualnego ich stanu. Falują się od warkocza, w którym spałam, wyginają na boki, ale ich stan zdaje się lepszy niż wyglądają.

Warto było je podciąć, rosną (jak na drożdżach, dosłownie i w przenośni), czego dowodem jest coraz większy odrost, niestety coraz bardziej odbijający się od pofarbowanej części (nie tak miało być!).

Kupiłam nowy Gliss Kur, zbieram się do denka, więc spodziewajcie się na dniach recenzji. Zapraszam też na INSTAGRAM, gdzie jak na razie jestem o wiele bardziej aktywna.  I z całego serca przepraszam za brak komentarzy na Waszych blogach. Czytam posty, jestem cichą wielbicielką, ale po prostu nie wyrabiam z czasem. Do napisania!

czwartek, 28 sierpnia 2014

Q&A


Elo. Dzisiejszy post będzie odrobinę nietypowy, ponieważ zwróciła się do mnie z prośbą anonimowa czytelniczka, a właściwie dwie. Ich problemy są na ogół dość częste i powszechne, dlatego postanowiłam udzielić kilka rad na podstawie własnych obserwacji.

Moje włosy... chyba/mam nadzieję, że (niepotrzebne skreślić) przeżyły już swój najtrudniejszy okres początków pielęgnacji i w chwili obecnej nie mam z nimi żadnych problemów - jedyną rzeczą, z jaką próbuję się uporać to zapuszczenie grzywki, która sięga obecnie do połowy całej długości moich włosów. Żyje swoim własnym życiem i wywija się jak chce (żyć nie umierać). Dość jednak o mojej grzywie - przyjrzyjmy się, z czym walczą czytelniczki H A I R O U T I N E:

"Wszystko prezentuje się bardzo fajnie, tylko mam problem z włosami, któremu niestety chyba nie zaradzą sposoby przedstawione w poście :( Mam kręcone włosy i, gdy tylko chcę je podsuszyć, bo np. wracam z basenu i musze isc do autobusu etc. etc., to okropnie się puszą i robi się z nich tzw. sianko + efekt baranka. Czasami pozwalam im naturalnie wyschnąć, ale jest to możliwe tylko, gdy jestem w domu. Nie mogę ich związywać, ani robić sobie koczków (tzn. mogę, ALE), bo jak je rozpuszczam to mam "połamany skręt" i jeśli chcę ponownie kręconych włosów, to muszę je umyć -.- . Może to też wynika z tego, że włosy mam za łopatki i zdecydowanie mniej się one kręcą, niż takie krótkie np. do ramion. Nie wiem, może Ty mi coś poradzisz, Emmo? :)"

Efekt baranka + siano opisywane przez Ciebie w komentarzu mogą wystąpić nawet na zdrowych włosach. Warto wówczas pomyśleć o odpowiednim dociążeniu herów. Próbowałaś olejowania włosów?

Radziłabym systematycznie schodzić z cieniowania. Jednolita długość ogranicza nadmierne puszenie się, natomiast nierównomiernie obcięte (poszarpane / cieniowane) włosy, mają tendencję do skręcania się w dowolną stronę, jeśli nie są poddane wcześniej żadnym zabiegom stylizacyjnym. Nie wiem jak wygląda Twój koczek, ale wiele osób popełnia błąd, związując włosy niedbale gumką. O wiele lepsze do koczka są spinki - żabki. 

"Nie wiem jednego. Kiedy używam szamponu z odżywką/odżywki moje włosy dzień po myciu są tak tłuste, że wstyd wychodzić z domu. Musiałabym je myć codziennie i suszyć (moje włosy bez suszenia to już kompletne dno -,-) Nie wiem, czy lepiej stosować lekki szampon (obecnie Pantene aqua light) czy ten z odżywką i myć włosy codziennie? Możliwe, że popełniłam jakiś straszny błąd, nie znam się na tym w ogóle. Możesz mi doradzić? :)"

Odstaw szampon z odżywką, skoro przetłuszcza Ci skórę głowy i przestań nakładać odżywkę na całą długość włosów - bezpieczna granica nakładania odżywki to: od wysokości ucha / ramion w dół.

Piszesz, że włosy bez suszenia to kompletne dno - może warto by ograniczyć na jakiś czas suszenie / gorącą temperaturę i pozwolić włosom naturalnie schnąc? Dobrym sposobem na przeczekanie najgorszego okresu włosów bez stylizacji są fantazyjne upięcia, koczki, warkocze, kłosy.

Na facebooku często publikuję ciekawe inspiracje i fryzury. Zajrzyj, na pewno znajdziesz coś dla siebie i przede wszystkim: pozwól odpocząć włosom! Na koniec osobista rada: jeżeli zmiana stosowania odżywki nie pomoże - odstaw Pantene Aqua Light i zamień szampon na inny.

piątek, 15 sierpnia 2014

Słoneczne refleksy

Wielokrotnie zdarzyło mi się czytać na Waszych blogach o naturalnych metodach rozjaśniania włosów za pomocą specjalnych płukanek, słonecznych kąpieli i wielu innych specyfików. Obecny rynek oferuje mnóstwo skutecznych sposobów na rozjaśnienie włosów. Jeżeli zależy nam na czasie i chcemy szybko uzyskać efekt - płukanki / domowe spray'e / przebywanie na słońcu nie sprawdzą się. Warto wówczas pomyśleć o wizycie u fryzjera. Ostatnimi czasy wspominałam wam o podcinaniu końcówek - nawiązałam ciekawą rozmowę z fryzjerką, podczas której dowiedziałam się, że popularyzowane wśród włosomaniaczek ombre, z racji szału na zapuszczanie naturalnych włosów jest już niemodne. Padło wówczas słowo Flamboyage, które skojarzyło mi się ze znienawidzonym przeze mnie Baleyage'm. Naprawdę... o gustach się nie dyskutuje, ale osobiście nie potrafię zdzierżyć widoku tego 'stylu' farbowania u co poniektórych rodaczek...

Flamboyage to nowa technika farbowania włosów, która wypiera popularne ostatnio ombre. Z tej metody korzystają np. Jennifer Lopez, Miranda Kerr, Victoria Beckham czy Sarah Jessica Parker. Dzięki niej można osiągnąć refleksy, które wyglądają, jakby stworzyło je słońce.

© tumblr

Specjaliści z salonu chic, którzy wprowadzili tą technikę, wyjaśniają, że do farbowania wykorzystuje się specjalne samoprzylepne paski (tak długie, jak włosy). Stanowią one "podkładkę", dzięki której fryzjer precyzyjnie wybiera pasma o idealnej szerokości i je koloryzuje na całej długości. Po upływie 20-40 minut paski odklejają się pod wpływem zanurzenia ich w wodzie. Dzięki technice flamboyage uzyskuje się wielotonowy odcień, co sprawia, że włosów wydaje się dużo więcej - to świetny trik na efekt push-up. Plusem takiego sposobu farbowania jest także to, że odrosty nie są widoczne, więc koloryzacji nie trzeba powtarzać średnio raz w miesiącu (jak w przypadku klasycznej). - © TT

© tumblr

Powiem szczerze, że z jednej strony podoba mi się ten efekt, z drugiej zaś uważam, że wiele celebrytek przesadza z efektem. Spójrzmy chociażby na aktualną fryzurę Niny Dobrev czy Megan Fox... Nie wygląda to naturalnie. Kiedy w połowie czerwca udałam się do fryzjerki, aby uzyskać delikatne Flamboyage, ta rozjaśniła mi włosy rozjaśniaczem i pozostawiła naturalne, ciemne pasemka. Nie takiego efektu się spodziewałam, dlatego na dzień dzisiejszy daję sobie spokój z podobnymi eksperymentami / wizytami / farbowaniem. Zastanawiałyście się nad słonecznymi refleksami u siebie? 

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

UPDATE: Podcięłam włosy.


Tak jak mówiłam, tak zrobiłam. W imię zasady 'nie liczy się ilość ale jakość', ścięłam hery, eoeoeoeo. Na początku podcięłam samodzielnie około 3 cm, jednak efekt wystrzępionych końcówek nie przypadł mi do gustu/nie zadowolił moich estetycznych oczekiwań, dlatego też, w dniu dzisiejszym odwiedziłam... fryzjera! 

15 centymetrów poszło w kosz - i bardzo dobrze. Hodowanie zniszczonych włosów mija się z celem - osobiście, drastyczne cięcia to moja ulubiona metoda na odświeżenie fryzury. Końcówki wyrównane zostały maszynką do golenia -  jak na razie nie widać tego efektu na fotografiach, ponieważ przed rozpuszczeniem włosów do zdjęć, nosiłam koczka. 

Za błędy w postaci nieplanowanego cieniowania czy też nieprzemyślanego rozjaśniania trzeba płacić. Mimo to jestem absolutnie zadowolona z efektu końcowego.

niedziela, 3 sierpnia 2014

WŁOSY: SIERPIEŃ 2014

Chyba czeka mnie r-a-d-y-k-a-l-n-e podcięcie włosów...

Nie ukrywam, martwi mnie ta świadomość. Rozjaśnianie i kolejna koloryzacja, mająca na celu przyciemnienie włosów zrobiły swoje. Mimo regularnej pielęgnacji, wliczając w to: olej arganowy, kokosowy, masło shea i rozmaite maski - od proteinowych po emolientowe i delikatnej pielęgnacji (szampony bez SLS; SLES), moje końcówki wołają o pomstę do nieba. Co najzabawniejsze, najbardziej buntuje się pocieniowana część. Stąd moja przestroga - chcecie osiągnąć wymarzoną długość? Nie cieniujcie włosów. Moje cieniowanie co prawda nie było zamierzone - fryzjerka tłumaczyła to faktem, że idealnie proste włosy jak od linijki wyglądają jak mop i nieatrakcyjnie. Nic nie irytuje mnie bardziej niż narzucanie swojego zdania klientom. Chciałam schodzić z cieniowania sukcesywnie, podcinając zdrowotnie końcówki (0,5 cm raz na 6 tygodni), ale moja cierpliwość powoli się kończy. Większość czasu, głównie z powodu upałów, upinam włosy - w koczek / zaplatam w warkocz. Dzięki temu prezentowane zniszczenia nie są aż tak widoczne. Dotarłam do momentu, w którym z pozoru zdrowe włosy (niesamowicie miękkie w dotyku), będą musiały stracić około 30 cm na długości. Smutne, ale włączę do pielęgnacji środki wspomagające porost. To chyba wszystko na dziś. PS. Jak wytrzymujecie te okropne upały?

środa, 16 lipca 2014

WŁOSY: LIPIEC 2014

Dość długo zwlekałam z napisaniem tego postu, ponieważ... dosłownie wstydziłam się pokazać swoje włosy po miesiącu od rozjaśniania! To była zdecydowanie najmniej rozsądna decyzja, od początku mojego włosomaniactwa. 

Kombinowałam, co dalej, jak wybrnąć z niezbyt ciekawej sytuacji i doszłam do wniosku, że najlepszym wyjściem będzie: albo ponowna wizyta u fryzjera, albo kolejne ryzyko i próba koloryzacji w domu. 

Dlaczego ryzyko?

Doskonale pamiętam swoje domowe eksperymenty, między innymi z pianką koloryzującą, a dziś w Rossmannie ujrzałam ... koloryzującą maskę marki Schwarzkopf. Nie ukrywam, miałam pietra. Bałam się, że niepotrzebnie wydam pieniądze, zniszczę włosy i zepsuję to, co miałam (tragedię na głowie). Co z tego wyszło? Na pewno nie szydło.

Samo farbowanie było niezwykle przyjemne i banalnie proste. Wystarczyło przelać płyn koloryzujący do słoiczka, potrząsać przez około minutę i wetrzeć we włosy niczym... maskę! 

Przed aplikacją miałam lekką obawę, że dwa opakowania (łącznie 240 ml farby) nie wystarczą. Wystarczyły. Aż nadto. Konsystencja maski rzeczywiście ułatwia aplikację farby, ponadto równomierne rozprowadzenie to żaden problem. 

Dla pewności przeczesałam włosy grzebieniem z blisko rozstawionymi ząbkami. Po 30 minutach nadszedł czas na spłukanie i nałożenie maski dołączonej do opakowania. Nie wiem czy to zasługa maski czy farby, ale moje włosy są zdecydowanie w lepszym stanie. Przede wszystkim rozczesują się bez problemu. Wyglądają całkiem naturalnie (nie ruszałam odrostu, który dzięki Bogu idealnie pasuje do przyciemnionych herów). Ale efekt końcowy nie mnie oceniać.


Opinie?

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Paczka od LABOLATORIUM PILOMAX!


Cześć! Pogoda za oknem niezbyt ciekawa, ale pewna marka poprawiła mi dziś humor. Ci, którzy na bieżąco śledzą mój Instagram, wiedzą już, że dołączyłam do grona bloggerek współpracujących LABOLATORIUM PILOMAX. Z  tej okazji, z samego rana dotarła do mnie paczka, a w niej...

piątek, 20 czerwca 2014

REVLON - moja nowa miłość


Witajcie w ten ponury, pochmurny dzień. Postanowiłam dodać mu odrobiny kolorów z pomocą dzisiejszego postu i nowych masełek do ust Revlon w odcieniach proponowanych przez stronę www.getthegwenstacylooksweeps.com

poniedziałek, 17 lutego 2014

BIOETIKA – Crema di Essenza


Włosowe "MUST TRY" na blogu Anwen to coś w stylu włosomaniaczego spisu 100 książek (produktów), które powinnyśmy przeczytać (lub, skoro mowa o masce - zużyć) przed śmiercią. Wybaczcie za tę metaforę, nie mogłam się powstrzymać. Uwielbiam odwiedzać tego rodzaju działy na Waszych blogach, między innymi w ten sposób dowiaduję się o kosmetykach, które już na zawsze pozostają w spisie moich faworytów. Jesteście ciekawe/-i kosmetyku, który skłonił mnie do wypowiedzenia dość rzadkiego zdania z moich ust, a mianowicie „zdecydowanie pobił BIOVAX”?