poniedziałek, 29 grudnia 2014

niedziela, 21 grudnia 2014

O zabobonach urodowo-pielęgnacyjnych, co warto wiedzieć o trądziku, aby skutecznie z nim walczyć - cz I

"Domowe sposoby na szybkie pozbycie się trądziku." Brzmi pięknie, czyż nie? Wielokrotnie czytałam tego typu rzeczy i wprowadzałam je w życie, dopóki nie trafiłam na doświadczonych specjalistów od problemów, z którymi się borykałam. Niczym idiotka wykonywałam przedziwne rytuały pielęgnacyjne, mające na celu poprawić stan mojej przeoranej do granic możliwości, przypominającej jesień średniowiecza cery. 

sobota, 20 grudnia 2014

ziaja - ulga dla skóry wrażliwej

 

Dziś o najwspanialszym płynie micelarnym pod słońcem - niezastąpionym, mojej osobistej perełce. Nie żaden 3w1 czy Sensibio, które tak często wychwalacie, a które nie do końca przypadły mi do gustu. Produkt, który opiszę - wygrywa na każdym polu.

środa, 17 grudnia 2014

Płukanka z rumianku & wiesiołka.


Sporo osób o innym niż blond odcieniu włosów często zraża się na myśl o rumianku, a to dlatego, że właściwości rozjaśniające najlepiej widoczne są na włosach jaśniejszych. Jeżeli zależy Ci jednak na uzyskaniu blasku i przyspieszeniu porostu, mój przepis na płukankę rumiankowo-wiesiołkową jest właśnie dla Ciebie!

niedziela, 7 grudnia 2014

O mój rozmarynie... czyli



Jestem dość wybredna, jeśli chodzi o kwestię wcierek. Nie przepadam za wcieraniem w skórę głowy olejków czy stosowania lotionów jako substytut dla tradycyjnych wcierek. Wcierka to ma być wcierka. Pachnąca ziołami, o lekkiej, nietłustej konsystencji i najlepiej w szklanej, tradycyjnej buteleczce. W związku z chęcią powrotu do ich stosowania, postanowiłam przyjrzeć się składowi i wybrać najlepszą!

poniedziałek, 1 grudnia 2014

WŁOSY: GRUDZIEŃ 2014

 

Dzisiejsza aktualizacja będzie wyjątkowo krótka - przede mną mnóstwo nauki. Jak można łatwo zauważyć, włosy zdecydowanie straciły na objętości, a to za sprawą odstawienia szamponu Volume Yves Rocher. Odnoszę również wrażenie, że w ciągu tego miesiąca za wiele nie urosły - może 0,5 cm? Tydzień temu rozpoczęłam suplementację z Belissą - mam nadzieję, że wzmocni choć trochę paznokcie i przyspieszy porost herów. Jeżeli same kapsułki nie wystarczą, wrócę do picia drożdży i stosowania wcierek na porost - nie ukrywam, że ten zastój w długości jest cholernie irytujący.

A jak u was z włosami? 

♡  
ASK.FM       FACEBOOK       INSTAGRAM       BLOGLOVIN'

niedziela, 30 listopada 2014

∞ HISTORYCZNIE ∞ Szampon do włosów

Kosmetyki na które większość z nas nie zwraca szczególnej uwagi - tak jak wszystko, co stworzone przez człowieka - mają swoją historię. Z zapartym tchem analizujemy ich składy, nie zastanawiając się nawet, kiedy tak naprawdę pojawiły się na półkach sklepów i kto je wynalazł. W dniu dzisiejszym po raz pierwszy zabiorę was w interesującą podróż do korzeni. Zapraszam do przeczytania wpisu z nowego cyklu: 'HISTORYCZNIE', w którym postaram się przybliżyć historię naszych codziennych pomocników. Zaczniemy od najbardziej oczywistego kosmetyku, jeżeli brać pod uwagę tematykę HR, czyli od ... szamponu!


poniedziałek, 10 listopada 2014

Mój sposób na turban!

Turban. Wszyscy go znają i uwielbiają. I choć to męskie nakrycie głowy krajów Arabskich, Indii, Iranu, to od lat jest też nieodłącznym towarzyszem kobiet (i mężczyzn) w trakcie spotkaniach towarzyskich, rytuałów łazienkowych i celebrowaniu przyjemności chociażby w SPA. Słowo bliskie i znajome każdej włosomaniaczce. I jak wiele jest sposobów ich wiązania, tyle samo mamy rodzajów materiałów, z których są wykonane. W polskiej blogosferze wychwalane są turbany z mikrofibry. Nie niszczy włosów, doskonale absorbuje wodę. Ale co jeśli nie masz takiego turbanu? Czy jesteś skazana na zniszczenia od zwykłego ręcznika? Nie martw się, mam alternatywę!

 

poniedziałek, 27 października 2014

Clarisonic Mia 2 - moje wrażenia


Szczoteczki do pielęgnacji twarzy zdobywają ostatnimi czasy furorę wśród klientów i blogerek sekcji beauty. Na YouTube możemy znaleźć mnóstwo pozytywnych recenzji odnośnie tych produktów. Dzięki przychylnym opiniom i ja postanowiłam się skusić na zakup tego gadżetu. No dobra, przyznam się. Nie kupiłam szczotki z własnej kieszeni - był to wybłagany prezent pod choinkę...



Clarisonic Mia 2 jest szczotką kalibru zawodowego, która używa delikatnego mikro-masażu, aby dokładnie oczyścić skórę twarzy. Szczotka ta delikatnie oczyszcza pory, unikając agresywnego tarcia i umożliwiając lepsze wchłanianie kosmetyków do pielęgnacji. Producent zapewnia 6-krotnie dokładniejsze oczyszczenie skóry niż w przypadku ręcznego oczyszczania, zmniejszenie ilości porów, drobnych zmarszczek i poprawienie kolorytu.

 

Przed pierwszym użyciem należy podłączyć Clarisonic Mia 2 do ładowania na 24 godziny. Uchwyt Mia 2 jest wodoodporny, więc można ją stosować w trakcie kąpieli lub prysznica. Clarisonic zaleca specjalny program mycia twarzy i stosowanie się do T-Timer'a, dzięki któremu urządzenie zatrzymuje się informując, że należy przejść do innej części twarzy. Minutowy program wygląda następująco:

20 sekund na czoło,
20 sekund na nos/brodę
po 10 sekund na każdy z policzków

Osobiście nie stosuję na sobie w/w programu. Myję twarz zgodnie z własnymi upodobaniami, ponieważ nie widzę sensu w myciu każdej partii twarzy co do sekundy.

      

Aby móc ładować szczoteczkę Clarisonic, potrzebny jest specjalny adapter. W pełni naładowana Mia 2 może być używana przez 24 minuty. Biorąc pod uwagę stosunkowo krótki czas jednorazowego użytku, ta szczoteczka wytrzymuje naprawdę długo!

  

Sposób ładowania jest naprawdę prosty i przyjemny w obsłudze. Przykładamy ładowarkę do uchwytu, działa na magnes. Clarisonic Mia 2 jest w pełni naładowana, gdy dioda świeci w sposób ciągły.


Fajnym rozwiązaniem od producenta było zamieszczenie specjalnego etui, które niezawodnie sprawdza się w trakcie podróży.

  

Aby utrzymać Mia 2 w odpowiednich warunkach, należy unikać mocnych chemikaliów. Raz w tygodniu warto zdjąć szczoteczkę i umyć uchwyt ciepłą wodą z mydłem. Zalecane jest wymieniać szczoteczkę co 3 miesiące, gdyż włosie po upływie czasu zużywa się i jest mniej wydajne. Warto też raz w tygodniu zanurzyć ją we wrzącej wodzie, aby pozbyć się bakterii osiadających na włosiu. Ja wymieniam szczoteczkę co 2 miesiące z racji tego, że nie oczyszczam jej mydłem i ciepłą wodą, a właśnie wrzątkiem.

Moje osobiste odczucia co do Clarisonic Mia 2 są bardzo pozytywne. Zauważyłam poprawę elastyczności skóry twarzy, pory są mniej widoczne. Oczyszczanie soniczne zaproponowała mi kosmetyczka, ale perspektywa płacenia ponad 100 zł za każdą wizytę nieco mnie przeraziła. Alternatywą dla takich zabiegów jest właśnie Clarisonic. Na rynku pojawiło się mnóstwo zastępczych szczotek do twarzy, w tym słynna BEAUTYline z Biedronki, którą również kupiłam z czystej ciekawości. Niestety jej działanie jest nieporównywalne w odniesieniu do Clarisonic.

Zdaję sobie sprawę z tego, że wydatek ponad 600 zł na szczoteczkę do twarzy to dużo. Mimo to warto się zastanowić, co liczy się dla was bardziej - jakość czy ilość. Jeśli ciekawi Was obecny stan mojej twarzy, dajcie znać w komentarzu. Dodam zdjęcia na instagram.

♡  
ASK.FM       FACEBOOK       INSTAGRAM       BLOGLOVIN'

niedziela, 19 października 2014

Prawda czy mit? ∞ Oliwa z oliwek ratunkiem przed siwizną?

Nakładanie oleju i masaż, od wieków stosowane są przeciwko siwieniu, nadmiernym przesuszeniu i wypadaniu włosów. Masaż z dodatkiem oliwy z oliwek jest jedną z najlepiej ocenianych starożytnych metod w odnowieniu dawnego, naturalnego koloru, zredukowaniu suchości włosów wzmocnieniu i nadaniu im blasku. Jak wiele z nas wierzy w zbawienną moc olejowania? A może są wśród czytelniczek włosomiłośniczki, które nie stosują tego zabiegu, uważając go za kolejny urodowy mit? Kto ma rację? Przekonacie się czytając poniższy wpis.

© Pinterest

Ogólnodostępne informacje na temat cudownych właściwości oliwy z oliwek:

1. Oliwa z oliwek głęboko odżywia suchą i zniszczoną skórę głowy, która może nieść za sobą sporo problemów zdrowotnych - łupież, puszenie się, utratę połysku. Może nie wiecie, ale łupież jest jedną z głównych przyczyn siwienia włosów w młodym wieku. Dzięki silnej zdolności do regeneracji skóry, oliwa jest pośrednim wybawcą przedwczesnego siwienia.

2. Oliwa z oliwek regeneruje włosy przesuszone promieniami słonecznymi. To przykre, że słońce zarówno dodaje blasku, jednocześnie go odbierając. Witamina D wytwarzana w trakcie opalania może ograniczać produkcję feomelaniny - barwnika odpowiadającego za jaśniejszy kolor włosów. Włosy wybielone promieniami słonecznymi stają się mniej odporne, a co za tym idzie - suche. Stosując oliwę z oliwek w prosty sposób naprawisz szkody wyrządzone przez słońce, przywrócisz włosom odpowiednie nawilżenie.

3. Oliwa z oliwek przywraca włosom odpowiednie pH, które sprawia, że nawet wilgotne włosy stają się odporne na szkodliwe działanie promieni i przywraca im naturalny kolor. Kiedy pH mieszków włosowych jest optymalne dla danego typu włosa, melanina działa prawidłowo.

4. Kolejnym niesamowitym faktem odnośnie właściwości oliwy z oliwek jest jej zdolność zregenerowania uszkodzeń chemicznych. Nadmierna stylizacja powoduje wyblaknięcie koloru. Dzieje się tak, ponieważ stylizacja również niszczy mieszki włosowe. Oliwa z oliwek wzmacnia słaby korzeń włosa, dzięki czemu barwniki odzyskują optymalne warunki. Zwiększa się produkcja eumelaniny zapewniającej przyciemnienie (powrót do naturalnego koloru) włosów, zmniejsza się produkcja feomelaniny, wspomnianej wyżej.

Cóż, zapewnienia dotyczące działania oliwy są niezwykle kuszące. Biorąc pod uwagę fakt, że nie tylko przywróci naturalny kolor, ale również dobrą kondycję włosów. Czy należy więc wierzyć, że oliwa z oliwek może zapewnić nam młodzieńczy wygląd do późnej starości? Niestety - starzenie się to naturalny proces pociągający za sobą zarówno siwienie jak i osłabienie komórek. Oliwa z oliwek z pewnością opóźni pojawienie się pierwszych siwych włosów, ale nie powstrzyma tego na zawsze. Bez wątpienia też wzmocni i nabłyszczy włosy, ale nie utrzyma ich naturalnej barwy.

♡  

ASK.FM       FACEBOOK       INSTAGRAM       BLOGLOVIN'


Witaj na HR (to taki skrót od hairoutine). Cieszę się, że tu jesteś. Będzie mi bardzo miło, jeśli wyrazisz opinię na temat wpisu. Nie toleruję spamu, krytyki (chyba, że konstruktywnej). Jeśli chcesz wyrazić odmienne niż moje zdanie: droga wolna, tylko proszę, zrób to w sposób kulturalny. Twój komentarz w tajemniczy sposób zniknął? Cóż, najwidoczniej brakuje mi dystansu do siebie! Poniżej masz kilka opcji, na przykład reakcje. Dzięki nim możesz ocenić notkę w skali: zabawne - interesujące - przydatne. Jeśli chcesz udostępnij mój wpis na jednym z portali społecznościowych - Twitterze, Facebooku, Google+ lub na Pintereście.

piątek, 17 października 2014

PROJEKT DENKO • ODŻYWKA BANANOWA THE BODY SHOP • CERTYFIKOWANY SZAMPON ORGANICZNY ABSOLUTE ORGANIC • MASECZKA REGENERUJĄCA Z LNEM & RUMIANKIEM JOANNA


Na dziś przygotowałam dla Was recenzję trzech produktów do włosów. Mamy niestety taką porę roku, że niezwykle trudno o dobre oświetlenie, a zależy mi, aby publikowane przeze mnie fotografie były w możliwie najlepszej jakości. Zapraszam do czytania.

• ODŻYWKA BANANOWA THE BODY SHOP


Słowem wstępu: Do kupienia tej odżywki zachęciła mnie pozytywna recenzja jednej z Was.



Estetyka opakowania: Twórcy marki The Body Shop mogą pochwalić się cudownymi opakowaniami. Są minimalistyczne, nawiązują do składu i zapachu, przyciągają wzrok i cieszą oko. Co ciekawe, w sprzedaży muszą funkcjonować dwa rodzaje opakowań odżywki - przezroczysta & mleczna, ponieważ za pierwszym razem udało mi się kupić oliwkowo-mleczną (widoczną na  powyższym zdjęciu), a za drugim dostałam produkt w przezroczystej butelce.

Skład: woda, owoc bananowca, alkohol cetylostearylowy (emolient tłusty), czwartorzędowa sól amoniowa, fenoksyetanol, hydroksyetyloceluloza, lecytyna, miód, pantenol, glikol propylenowy, perfum, alkohol benzylowy, wodorotlenek sodu, kwas askorbinowy, żółcień pomarańczowa (barwnik), tartrazyna (barwnik cytrynowożółty)

Zapach: Cudowny! Przepiękny, niepowtarzalny. Bananowy, orzeźwiający, świeży.

Działanie na moich włosach: Przy pierwszych użyciach praktycznie niezauważalne. Dopiero po 6-7 myciu odczuwalnie poprawiona rozczesywalność, odpowiednio dociąża włosy, pozostawia cudowny zapach, całkiem długo utrzymujący się po spłukaniu. 

Podsumowanie: Odżywka jest droga. Za 250 ml produktu płacimy około 20 zł. Mimo to lubię sobie raz na jakiś czas pozwolić na odrobinę 'luksusu'. Polecam ją osobom o włosach w dobrym stanie, ponieważ na mocno zniszczonych może nie przynieść spektakularnych efektów.

• CERTYFIKOWANY SZAMPON ORGANICZNY ABSOLUTE ORGANIC

Słowem wstępu: Ten szampon, a właściwie jego dwa opakowania kupiłam (uwaga) dwa lata temu na początku mojego szału z włosomaniactwem i skupiania się głównie na naturalnych produktach. Kiedy zorientowałam się, że data ważności kończy się we wrześniu, szybko postanowiłam zużyć zalegającą resztkę.



Estetyka opakowania: Mimo, że niczym nie przypomina w/w produktów The Body Shop czy Green Pharmacy, mnie ten kosmetyk zauroczył prostotą i kolorystyką.


Skład: woda, sodium lauroyl sarcosinate (łagodzi działanie SLS i SLES, stosowany głównie w kosmetykach drogich i „ekskluzywnych”), sok z aloe vera, gliceryna, sucrose cocoate - naturalny emulgator z oleju kokosowego, bardzo dobrze tolerowany przez skórę, sól sodowa kwasu piroglutaminowego - ma zastosowanie w kosmetykach do włosów jako substancja antystatyczna - zapobiegająca elektryzowaniu się włosów, olej z nasion szałwii muszkatołowej, ekstrakt z hyzopu lekarskiego, ekstrakt z budlei Dawida, ekstrakt z liści macierzanki tymianku, guma ksantanowa, arginina, substancja zapachowa, glukonolakton, sodium dehydroacetate - konserwant kosmetyczny o działaniu przeciwbakteryjnym; charakteryzuje się zdolnością do zabijania mikroorganizmów oraz zapobiegania ich wzrostowi i rozmnażaniu, nie działa podrażniająco na skórę, benzoesan sodu, sorbinian potasu, kwas dehydrooctowy, alkohol benzylowy, alkohol

Zapach: Słodki, mleczny, delikatny, po dłuższym czasie jednak denerwujący.

Działanie na moich włosach: Mam wrażenie, że miał słabe działanie oczyszczające, aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że jest to zasługa pojedynczego, słabego detergentu. Ponadto miałam dziwne uczucie, że nadmiar olejów zawartych w szamponie obciążał moje włosy. Na drugi dzień po umyciu były oklapnięte.

Podsumowanie: Minus za benzoesan sodu, którego na ogół staram się unikać w kosmetykach, minus za działanie. Może kiedyś jeszcze się przekonam, na dzień dzisiejszy nie zamierzam wracać do tego szamponu.

• MASECZKA REGENERUJĄCA Z LNEM & RUMIANKIEM JOANNA NATURIA

Słowem wstępu: Maseczkę regenerującą z lnem i rumiankiem Joanna Naturia kupiłam w trakcie wizyty u babci, w rodzinnym mieście. Poleciła mi ją sprzedawczyni w drogerii i mimo zawartości parafiny w składzie, jest to jeden z lepszych produktów jakie dane mi było stosować.


Estetyka opakowania: Co tu dużo mówić... Wystarczy, że spojrzycie na zdjęcie załączone powyżej. Coś mi się zdaje, że czytanie dzisiejszego postu będzie dla was nie tylko dobrą dawką informacji ale i miodem dla oczu, a zwłaszcza dla artystycznych dusz i estetów lubujących się w pięknie otaczającego świata (albo prościej, lubiących ładne opakowania).

Skład: woda, alkohol cetearylowy (emolient tłusty), parafina, alkohol cetylowy, stearalkonium chloride - emolient, emulgator peg-20-stearate, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil - niejonowy surfaktant, pochodna oleju rycynowego, silikon cyklometikon, suchy silikon amodemithicone - suchy, łatwozmywalny, nie powoduje powstawania zaskórników, IV-rzędowa sól amoniowa, zmniejsza elektryzowanie się włosów, poprawia rozczesywalność, cetrimonium chloride - konserwant lekko emulgujący,działa tez antystatycznie i przeciwdziała rozwojowi organizmów bakteryjnych, alkohol izopropylowy, gliceryna, pantenol, ekstrakt z lnu zwyczajnego, ekstrakt z rumianku pospolitego, glikol butylenowy, glikol propylenowy, kwas cytrynowy, substancja zapachowa, cytronelol, linalol, dmdm hydantoin - konserwant pochodny od formaldehydu, może w produkcie lub na skórze uwolnić formaldehyd, który powoduje starzenie się skóry i jest silnym alergenem, od dawna podejrzewany o wywoływanie raka, kolejny konserwant - metylochloroizotiazolinon, MIT, barwniki: błękit brylantowy, srebrzyk kulpol

Zapach: Typowy dla drogeryjnych produktów, świeży.

Działanie na moich włosach: Dobrze dociążał.

Podsumowanie: Minus za silikony, parafinę, dmdm hydantoinę. Plus za działanie i wygląd. Po przeanalizowaniu składu mam mieszane uczucia. Na razie raczej nie wrócę do tej maski, ale w przyszłości? Kto wie...

♡  

ASK.FM       FACEBOOK       INSTAGRAM       BLOGLOVIN'

środa, 15 października 2014

Jak długo wypada nosić długie włosy?

Kwestia długości włosów w zależności od wieku, to temat dość kontrowersyjny. Czy istnieje granica wieku, w której nam, kobietom, nie wypada już nosić długich włosów? Czy wizerunek krótko ściętej babci wciąż jest lepiej przyjmowany i co jest tego powodem? Skąd w ogóle teoria, że długie włosy są zarezerwowane dla młodych? 

Wielokrotnie spotkałam się z opinią, że długie włosy u kobiet po przysłowiowej 40-stce to coś nieestetycznego, efekt zaniedbania i braku gustu. Niestety spotkałam się z tym osobiście. Mimo, że włosy mojej sąsiadki można określić jako zadbane, czarne i lśniące - były i są wyśmiewane przez członków, (a właściwie członkinie) mojej rodziny. Już jako dziecko nie mogłam zrozumieć skąd tego typu drwiny. Nie przyjmowałam nawet do świadomości, że pewnego dnia mogłabym już nie ujrzeć tego ogromnego, nieprzemijającego atutu jej urody. Na całe szczęście wspomniana kobieta nie uległa opinii mądrych koleżanek i wciąż podczas wizyt w rodzinnym mieście widuję ją z przepięknym warkoczem. 

Długie włosy zazwyczaj kojarzą nam się z młodością. Wystarczy przejrzeć pierwsze proponowane przez Google strony na temat opinii mężczyzn odnośnie długości włosów, by spotkać się ze stwierdzeniem, że krótkowłose kobiety przywodzą im na myśl aseksualność, feministki czy lesbijki. Bzdura. A nawet jeśli, co im do tego? Co złego jest w byciu aseksualnym, feministką, osobą homoseksualną?

Jest nawet takie powiedzenie, że im kobieta starsza, tym krótsze powinna mieć włosy. Absolutnie się z tym nie zgadzam! Dlaczego? A dlatego, że nie cierpię uogólniania, stereotypów i generalizacji. Nie wiem kto jest autorem tego stwierdzenia i nie mam pojęcia z jakiego powodu weszło ono w życie, tak silnie zakorzeniając się w świadomości naszych rodaków. W naszym przepięknym kraju kwitnącej cebuli istnieje pewna tradycja: panie na pewnym etapie swojego życia, najczęściej po trudnym okresie menopauzy, z niewiadomych przyczyn decydują się na pozbycie dotychczasowych symboli kobiecości jakie posiadały, fundując sobie: męskie strzyżenie i trwałą na czubku głowy. Ta moda mnie przeraża. Ale też nie mam na to żadnego wpływu. Świadomości i podejścia do wizerunku nie zmienia się z dnia na dzień.

Osobiście nie wyobrażam sobie siebie w krótkich włosach. Nie chodzi już nawet o owal twarzy, bo wiadomo, z wiekiem się on zmienia, ale o praktyczność. Gdy spoglądam na fotografie mojej prababci i porównuję jej gustownego koczka z chłopięcymi fryzurkami większości współczesnych kobiet po 60tce, od razu przychodzi mi na myśl wieczna poranna walka z okrągłą szczotką i suszarką. Trzeba naprawdę się namęczyć, żeby krótkie włosy wyglądały tak dobrze, jak po wyjściu od fryzjera.

W dobie tolerancji uważam, że czas skończyć z ageizmem, stereotypami i komentarzami w stylu: 'z tyłu liceum, z przodu muzeum' na widok starszej kobiety o pięknych włosach. To nie tylko elegancja i klasa, ale też rzecz, która przy właściwej pielęgnacji do później starości może być niezwykłą ozdobą!

© fotografia: Pinterest

Piszę ten post, ponieważ jestem bardzo ciekawa waszej opinii na temat wieku i długości włosów. Dlaczego tak często krytykuje się młode kobiety za odważny krok i fryzurę w stylu pixie, a z drugiej strony ich matki/babki za noszenie włosów długich? Dlaczego zamiast wspierać się nawzajem, wbijamy sobie szpilkę w praktycznie każdym aspekcie życiowym?

      ♡  
ASK.FM       TWITTER       INSTAGRAM       PINTEREST        BLOGLOVIN' 

Witaj na HR (to taki skrót od hairoutine). Cieszę się, że tu jesteś. Będzie mi bardzo miło, jeśli wyrazisz opinię na temat wpisu. Nie toleruję spamu, krytyki (chyba, że konstruktywnej). Jeśli chcesz wyrazić odmienne niż moje zdanie: droga wolna, tylko proszę, zrób to w sposób kulturalny. Twój komentarz w tajemniczy sposób zniknął? Cóż, najwidoczniej brakuje mi dystansu do siebie! Poniżej masz kilka opcji, na przykład reakcje. Dzięki nim możesz ocenić notkę w skali: zabawne - interesujące - przydatne. Jeśli chcesz udostępnij mój wpis na jednym z portali społecznościowych - Twitterze, Facebooku, Google+ lub na Pintereście.

piątek, 3 października 2014

Smoothie Mirandy Ker

Dwa dni temu umieściłam na instagramie zapowiedź dzisiejszego postu. (Szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że tak szybko zgromadzę wszystkie potrzebne składniki.) Na szczęście w jednym ze sklepów ze zdrową żywnością znalazłam wszystko, czego potrzebowałam czyli: mleko kokosowe, surowe kakao, jagody açaí, sproszkowany korzeń maci. Pozostałe składniki (woda kokosowa, spirulina, jagody goji, nasiona chia i proteiny ryżowe w proszku) dotarły do mnie pocztą. Jakie są zalety picia tego koktajlu z rana? Wystarczy poczytać o właściwościach poszczególnych składników:

mleko kokosowe
Nazywane jest złotym środkiem leczniczym - posiada dużo wapnia, magnezu, potasu, żelaza, fosforu. Ponadto jest bogatym źródłem witamin, minerałów, aminokwasów, zdrowych tłuszczy, przeciwutleniaczy, węglowodanów, błonnika oraz białka, dlatego zaleca się spożywanie mleka kokosowego przez osoby cierpiące na allergie pokarmowe, które nie mogą spożywać mleka pochodzenia zwierzęcego. Ponadto, mleczko kokosowe wpływa korzystnie na skórę, włosy, paznokcie, leczy, regeneruje tkanki i pozwala zachować zdrowy młody wygląd.

woda kokosowa
Woda kokosowa bogata jest w niezbędne dla organizmu składniki, takie jak magnez, potas, wapń, fosfor oraz witaminy B1, B2, B3, B5, B6 i C, a poziom elektrolitów jest w niej niemal identyczny jak w osoczu ludzkiej krwi. Wodę kokosową szczególnie poleca się osobom narażonym na stres, cierpiącym na anemię i hipokaliemię (niedobór potasu), a także na kaca. Badania naukowe wykazały również, że woda kokosowa korzystnie wpływa na pracę serca i układu krwionośnego (obniża ciśnienie krwi i poziom cholesterolu, zmniejsza ryzyko miażdżycy), ma dobroczynne działanie w schorzeniach układu nerwowego, trawiennego (podaje się ją w przypadku biegunki, wymiotów czy problemów żołądkowych) i moczowego (zmniejsza stres antyoksydacyjny w nerkach, rozbija kamienie nerkowe). Cytokininy (roślinne hormony wzrostu) działają przeciwzakrzepowo, co ma duże znaczenie dla osób z problemami układu krążenia. Wodzie kokosowej przypisuje się również właściwości antybakteryjne, antywirusowe (zwalcza m.in. wirusa opryszczki oraz grypy), antyalergiczne oraz przeciwgrzybiczne. Płyn nie zawiera laktozy ani cukrów, może być więc spożywany m.in. przez cukrzyków czy osoby nie tolerujące mleka krowiego. Zawartość kwasu laurynowego (składnika występującego również w mleku matki) czyni z wody kokosowej idealny napój nawet dla małych dzieci. 

surowe kakao
Ziarna kakaowca są też niezwykle bogatym źródłem antyoksydantów. W 100 gram ziaren znajduje się 10 gram czystych przeciwutleniaczy, co stanowi zawrotną sumę 10% ich całkowitej wagi. Są to substancje stabilne i bardzo łatwo przyswajalne przez organizm ludzki. Badacze Uniwersytetu Cornell dowiedli także, że kakao w proszku ma niemal dwukrotnie większe stężenie antyoksydantów niż czerwone wino i trzy razy więcej niż zielona herbata. Kolejnym niezwykle interesującym związkiem chemicznym obecnym w kakao jest fenyloetyloamina, zwana także związkiem chemicznym miłości. Jest to ta sama substancja, co związek wydzielany przez mózg w chwili przyjemności, ekscytacji i podniecenia seksualnego. Gdy czujemy, że szczęście nas opuszcza i nadchodzi depresja, poziom fenyloetyloaminy w mózgu znacząco się obniża. Nietrudno zatem zgadnąć, dlaczego czekoladki bywają najczęściej kupowanym prezentem na walentynki. Następnym związkiem, którego obecność potwierdza kojące właściwości ziaren kakaowca jest anandamid. Ten neuroprzekaźnik został wyodrębniony z czekolady dopiero w 1996 roku. Wydzielany on jest w szczególności w chwili snu i ogarniającego nas spokoju. Prawdopodobnie dlatego zwany jest związkiem chemicznym błogości.

spirulina
Stosowana jako suplement diety pomaga w walce z alergią. Jest bogatym źródłem: białka, witamin B,E,A, minerałów (potas, magnez, cynk, wapń, selen, fosfor, żelazo), aminokwasów, kwasu gamma-linolenowego ( kwas ten zapobiega nadciśnieniu i chorobom serca), kwasu pantotenowego (może wspomagać leczenie alergii). Spirulina ma działanie: odżywiające organizm, działa antyalergicznie, antywirusowe, wzmacniające system immunologiczny, odchudzające, wspomagające leczenie raka, odbudowujące wątrobę, wzmacniające włosy, skórę i paznokcie, obniżające poziom cukry we krwi, obniżające poziom złego cholesterolu, poprawiające działanie narządu wzroku.

maca
Maca, podobnie jak żeń-szeń, należy do roślin o właściwościach adaptogennych. Oznacza to, że roślina nie działa specyficznie, lecz usprawnia różne funkcje organizmu w zależności od jego potrzeb i uodparnia go poprzez szerokie oddziaływanie na fizjologię organizmu. Poza działaniem immunostymulującym, maca wykazuje też właściwości energetyzujące. Stosowanie zaleca się przede wszystkim w okresie rekonwalescencji, w leczeniu zespołu przewlekłego zmęczenia, w stanach osłabienia organizmu i wycieńczenia. Szczególnie poleca się ją osobom prowadzących aktywny tryb życia, wymagający intensywnego wysiłku umysłowego i fizycznego. Ponadto macy przypisuje się zdolność poprawiania nastroju, przeciwdziałania depresji i wspomagania procesów poznawczych (m.in. pamięci i koncentracji uwagi). Dzięki zawartości olejków gorczycznych, roślina wykazuje też silne działanie bakteriostatyczne i przeciwgrzybicze, a obecność fitosteroli sprawia, że maka może odgrywać ogromną rolę w regulowaniu poziomu cholesterolu.

Kolejną niezwykle istotną cechą maki jest zdolność normalizowania funkcji układu hormonalnego. Roślina stymuluje pracę podwzgórza i przysadki mózgowej – hormonalnych „centrów zarządzania” , które regulują pracę pozostałych gruczołów: tarczycy, jajników, jąder, trzustki, nadnerczy i innych. Regularna suplementacja maki wywiera korzystny wpływ na libido, potencję, płodność i funkcje rozrodcze organizmu, likwiduje zaburzenia miesiączkowania i łagodzi objawy napięcia przedmiesiączkowego, obniża poziom hormonu stresu, poprawia jakość snu, łagodzeni objawy towarzyszące menopauzie (może stanowić alternatywę dla hormonalnej terapii zastępczej), wspomaga leczenie osteoporozy u kobiet w okresie przekwitania i może łagodzić objawy trądziku.

Sproszkowany korzeń maki jest częstym dodatkiem do kosmetyków przeznaczonych do pielęgnacji włosów i skóry twarzy. Badania wykazują, że maca może zwiększać syntezę kolagenu, który odpowiada za odpowiednie napięcie, nawilżenie i młody wygląd skóry, a także odżywiać cebulki włosowe, wpływać korzystnie na strukturę włosów i zapobiegać ich wypadaniu.

jagody acai
Swoją popularność jagoda acai zawdzięcza przede wszystkim swoim właściwościom leczniczym, energetycznym i odżywczym, nie bez powodu nazywana jest cudem odżywczym oraz trafiła na pierwsze miejsce w rankingu Ten Best Superfoods. Acai dostarcza tyle niezbędnych minerałów, witamin, pierwiastków, aminokwasów i przeciwdziała tylu różnym chorobom i powoduje tyle pozytywnych efektów, że wydaje się to nie możliwe, ale tak jest, co potwierdzają liczne testy i badania. 100 gramowy ekstrakt z jagód acai zawiera 52.2 grama węglowodanów, 8.1 grama białek, 44.2 gramy błonnika oraz 32.5 grama tłuszczu.

korzyści dla organizmu ze spożywania jagód acai: 
1. Zwiększenie energii witalnej; 
2. Poprawa kondycji umysłowej; 
3. Wzmocnienie i zwiększenie wydajności organizmu; 
4. Redukcja zmęczenia;  
5. Zwiększenie wytrzymałości i pracy układu mięśniowego; 
6. Oczyszczanie organizmu; 
7. Polepszanie trawienia i wypróżniania; 
8. Łagodzenie stresu; 
9. Spowolnienie procesu starzenia; 
10. Poprawa funkcjonowania seksualnego; 
11. Poprawa wzroku; 
12. Wzmocnienie systemu odpornościowego; 
13. Obniżenie poziomu złego cholesterolu i podwyższenie poziomu dobrego cholesterolu; 
14. Obniżenie poziomu ciśnienia krwi; 
15. Regulacja poziomu cukrów i tłuszczów w organizmie; 
16. Regulacja wagi ciała; 
17. Zapobieganie szkodliwemu działaniu wolnych rodników; 
18. Poprawa ogólnego samopoczucia i zdrowia; 
19. Hamowanie objawów i postępowania rożnych chorób, między innymi: raka, prostaty, Alzheimera i innych. 
20. Pomaga zapobiegać osteoporozie. 
21. Łagodzi objawy cyklu menstruacyjnego.
22. Wspomaga profilaktykę chorób serca. 
23. Przeciwdziała infekcjom bakteryjnym, wirusowym i grzybiczym. 
24. Posiada właściwości antymutagenne. 
25.Pomaga zwalczać objawy refluksu żołądkowo-przełykowego. 

jagody goji
Wielu ekspertów żywieniowych mówi, że goji berries to najzdrowsze pożywienie na świecie. Bogate w całe mnóstwo składników odżywczych, witamin i minerałów. Są kompletnym źródłem białka. Zawierają 19 różnych aminokwasów, w tym 8 aminokwasów egzogennych (które występują, tylko w pożywieniu i nie są produkowane w organizmie ludzkim) oraz 21 pierwiastków śladowych – między innymi cynk, żelazo, miedź, wapno, german (posiada działanie antyrakowe), selen, fosfor. Jest w nich 3 razy więcej żelaza niż w szpinaku. Goji posiadają 50 razy więcej witaminy C niż pomarańcza (trzecie miejsce na świecie wśród naturalnych źródeł tej witaminy) Niestety suszone jagody nie są bogatym źródłem witaminy C. W ich skład wchodzą, także takie witaminy jak B1,B2,B6 oraz witamina E. Jest to najbogatsze źródło karetonoidów, w tym beta karotenu. Zawiera go więcej niż marchewka i jakiekolwiek inne pożywienie na świecie. W goji znajdują się niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe, takie jak kwas linolowy, który jest pomocny w odchudzaniu oraz kwas omega 6. Beta-sisterol zawarty w jagodach ma działanie przeciwzapalne, a także obniża poziom cholesterolu. Jagody goji zawierają polisacharydy, które wzmacniają system odpornościowy. Naukowcy przypisują zdolności lecznicze i spowalniające proces starzenia jagód goji właśnie polisacharydom. Gdy się starzejemy nasze organizmy produkują coraz mniej hormonu wzrostu (HGH – Human Growth Hormone), który jest powiązany z procesem starzenia się. Goji to jedyne znane pożywienie, które stymuluje organizm do naturalnego produkowania tego hormonu. Goji berries to pokarm, który ma jedną z najwyższych zawartości antyoksydantów na świecie. Mają ich od 2 do 4 razy więcej niż czarna jagoda. Luteina i zeaksantyna, której ludzki organizm nie potrafi sam wyprodukować dostarczona w jagodach goji pomaga chronić oczy przed atakami wolnych rodników i naprawić uszkodzenia przez nie spowodowane. Prawdopodobnie ten owoc zawiera największą dostępną obecnie naturalną koncentrację zeaksantyny. W medycynie chińskiej od tysięcy lat polecało się jedzenie goji berries, aby poprawić wzrok. W Azji używano goji do regulacji wysokiego stężenia cukru we krwi oraz do leczenia cukrzycy. Pomagają one także oczyścić wątrobę z toksyn. Herbatka przygotowana z jagód goji pomaga na wszelkie problemy trawienne. Kwasy tłuszczowe i polisacharydy zawarte w jagodach mogą stymulować produkcję kolagenu i zatrzymywać wilgoć, co w rezultacie daje młodziej wyglądającą skórę. 

nasiona chia
Nasiona chia stanowią obfite źródło kwasów tłuszczowych Omega 3 i Omega 6 w optymalnych proporcjach. Chia to również źródło witamin, minerałów i przeciwutleniaczy. Zawiera witaminy: E, B1, B3, wapń, fosfor, magnez, żelazo, cynk i niacyna. Charakteryzują się również wysoką zawartością łatwo przyswajalnego białka, (ok. 20%), głównie rozpuszczalnego w wodzie, o wysokiej masie cząsteczkowej). 

Na długo zapewnia uczucie sytości i wspomagają proces trawienia w przewodzie pokarmowym. Pomagają w lepszym wchłanianiu się pokarmów, a to z kolei wspomaga wchłanianie substancji odżywczych wraz ze znaczącym uwodnieniem polepszającym wydalanie trucizn metabolicznych. Wynikiem tego jest szybka metaboliczna utylizacja w komórkach ustroju. 

Ta efektywna asymilacja robi z chia bardzo skuteczny suplement diety, zwłaszcza podczas wzrostu i rozwoju u dzieci oraz nastolatków. Również zapewnia właściwy wzrost i regenerację tkanek podczas ciąży oraz karmienia piersią. Są bogatym źródłem wapnia, zawierają boron ważny minerał współdziałający z metabolizmem wapnia w ustroju. 

Są polecane dla diabetyków, gdyż spowalniają wchłanianie cukrów i pomagają regulować ich poziom we krwi. Wspomagają nawilżanie organizmu ponieważ mogą zatrzymywać dziesięciokrotność swojej wagi. Ze względu na swoje właściwości hydrofilowe są efektywnym uzupełnieniem diety sportowców. Jedną z zadziwiających możliwości nasion chia są własności hydrofilowe - nasiona są w stanie zaabsorbować wodę w proporcji ponad 12 do 1 (wagowo). Ta własności utrzymywania wody koloidalnej przedłuża okres uwadniania organizmu. Płyny i elektrolity zapewniają środowisko, które wspiera procesy życiowe każdej komórki. Stężenie elektrolitów, ich skład podlegają regulacji, aby zachować jak najbardziej stałość warunków środowiska [homeostaza]. Poprzez konsumpcję nasion chia nasz ustrój utrzymuje bardziej efektywną regulację w odniesieniu do absorpcji pożywek i utrzymania odpowiednich stężeń płynów ustrojowych. Ta efektywność pozwala na lepsze utylizowanie płynów ustrojowych oraz utrzymania równowagi jonowej w organizmie.

proteiny ryżowe
Wytwarzane są z ryżu. Musimy jeść białko każdego dnia gdyż mięśnie i tkanki go potrzebują. Takie białko w proszku spożywane codziennie może poprawić stan naszego układu odpornościowego, ułatwia gojenie się ran, korzystnie wpływa na skórę. Możesz spożywać proteiny ryżowe codziennie nawet jeśli nie jesteś kulturystą. Może przyczyniać się do stabilizacji poziomu cukru we krwi.

 Sam koktajl jest niezwykle prosty do zrobienia. Wystarczy, że zmiksujecie / zblendujecie ze sobą:

- stołową łyżkę surowego kakao
- stołową łyżkę spiruliny
- stołową łyżkę sproszkowanego korzenia maca
- stołową łyżkę jagód acai
- stołową łyżkę jagód goji
- stołową łyżkę nasion chia
- stołową łyżkę i pół protein ryżowych

Dobrze wykonany smoothie powinien być zielony (za sprawą spiruliny) i pachnieć gorzką czekoladą. Całość możecie dla ozdoby przyprawić jagodami goji i wedle uznania kawałkami gorzkiej czekolady.

Zapraszam was również do obejrzenia filmiku z udziałem Mirandy:


Skorzystajcie z tego przepisu, naprawdę warto. Buźka :*

czwartek, 2 października 2014

WŁOSY: PAŹDZIERNIK 2014

Heej! Dawno nie publikowałam wpisu typowo urodowego, za co ogromnie przepraszam. Ostatnio odnotowałam na blogu kilka drobnych sukcesów, o których dzieliłam się z Wami za pośrednictwem Facebooka - pierwsze miejsce we wrześniowym rankingu w kategorii Uroda na Zblogowani.pl to ogromne wyróżnienie! Z tego miejsca chciałabym wam bardzo gorąco podziękować za wszystkie odwiedziny i serduszka. Jest październik, więc czas na październikową aktualizację ;)

Moje włosy przechodzą teraz fantastyczny okres wzlotów (nie upadków!) i szczerze mówiąc nie wiem czy jest to zasługa doboru odpowiednich kosmetyków czy może dlatego, że w końcu znalazłam dla siebie idealny olej - z pestki z moreli! Jest o niebo lepszy niż arganowy, a o tym, że idealnie nadaje się do włosów wysokoporowatych (co prawda ja należę do średnioporowatych) przeczytałam tutaj. Oleje, z jakimi miałam już do czynienia to temat na osobny post, dlatego nie rozpisując się prezentuję obecny stan mojej czupryny:

 

Zarówno pierwsze jak i drugie zdjęcie zostało wykonane z lampą błyskową ze względu na słabe oświetlenie w pokoju. U was też jest taka okropna pogoda?

środa, 24 września 2014

O tym, dlaczego przestałam wchodzić na wagę...

W ciągu swojego 20-letniego życia wielokrotnie słyszałam komentarze na temat mojej wagi, lub jak kto woli ... niedowagi. Odkąd pamiętam - byłam chudzielcem. W dzieciństwie po 4 roku życia zaczęłam intensywnie rosnąć, a procent tkanki tłuszczowej był minimalny. Przeglądając zdjęcia można nawet zauważyć piękny naturalny sześciopak - nie, nie uprawiałam sportu, byłam po prostu "ruchliwa". Miłość do aktywności fizycznej od najmłodszych lat próbował zaszczepić we mnie tata - były narciarz biegowy, który przez kontuzję musiał przerwać swoją karierę. To on wyleczył mnie chwilowo z tzw. cykorzenia - strachu prze d upadkiem, utonięciem po wrzuceniu na głęboką wodę, zdartym kolanem czy niepowodzeniem w pierwszej jeździe na rowerze bez asekuracji. Był konsekwentny, ale to pozytywna cecha każdego trenera

W pierwszych latach podstawówki zniechęciłam się do jakiejkolwiek aktywności fizycznej przez zajęcia korekcyjne, na które zmuszona byłam uczęszczać ze względu na wadę kręgosłupa. Zadawane ćwiczenia powodowały ból, instruktor nie robił z tego większego problemu, ba udawał, że go nie ma - ale czego więcej oczekiwać od emerytowanego wuefisty w małej mieścinie - na pewno nie profesjonalizmu i na pewno nie w tamtych czasach. 

Widząc akcję promowaną przez Annę Lewandowską 'Stop zwolnieniom z WF' mimowolnie się uśmiecham. Do pierwszej klasy LO był to znienawidzony przeze mnie przedmiot. Zaczęło się w czwartej klasie podstawówki, gdzie po raz pierwszy przydzielono wszystkim wuefistę - na dodatek zupełnie niekompetentnego, nie szczędzącego szyderczych uśmieszków i komentarzy na nasz temat kierowanych do drugiego nauczyciela wychowania fizycznego. On nie uczył - on wyśmiewał. 

To właśnie wtedy pojawiła się pierwsza, zacięta rywalizacja pomiędzy urodzonymi mezomorfikami, endomorfikami i ektomorfikami. Ja należałam do tych ostatnich. Nie oznacza to, że tacy ludzie nie mają potencjału do sportu - wręcz przeciwnie - należy je odkryć. Ja nie miałam warunków do ich odkrycia, w domu zresztą na swoje narzekania słyszałam krótki komentarz 'nie możemy być ze wszystkiego najlepsi' - nawiązywał on do mojej nauki. Uczyłam się dobrze. Obraz kujona bez koordynacji ruchowej to najlepszy pretekst do żartów właśnie na godzinach wychowania fizycznego. 

Wielokrotnie byłam kozłem ofiarnym i punktem celowych, silnych piłek setowych od najbardziej wysportowanych dziewczyn, chcących zaimponować wuefistom. Brak różnorodności w trakcie zajęć, ograniczający się do rzucenia piłki dzieciakom czy odświętne ćwiczenia na sprawdzenie wytrzymałości (kończące się tygodniowymi zakwasami) to nie jedyny powód, dla którego organizowana przez żonę polskiego napastnika wydawała mi się śmieszna. Nie ma opcji, żeby ludzie z dnia na dzień pokochali sport w imię wyższych idei. Potrzebny jest bodziec i odpowiednia osoba, która przeprowadzi nas z trudnej drogi nienawiści do miłości. Tak jest ze wszystkim.

Wracając jednak do mojej historii ze sportem. Gimnazjum - kolejny okres porażek i niepowodzeń. Prócz wspomnianego przeze mnie wyżej braku różnorodności doszedł fakt, że wuefista, który prowadził nasze zajęcia - znał mojego ojca. 

'Nie wdałaś się w tatę.' - kwitował krótko za każdym razem, gdy omdlewając przebiegałam szóste kółko wokół szkoły w najgorszy mróz, dusząc się, krztusząc, nie czując nóg. Wielokrotnie przez takie hartowanie organizmu chorowałam na zapalenie oskrzeli, dwukrotnie na zapalenie płuc. Kiedy na dworze robiło się odpowiednio zimno (temperatura spadała poniżej 5 stopni Celsjusza), mogliśmy w końcu wrócić do murów szkoły i grac w uwielbianą przez mezomorficznych mutantów siatkówkę. Wyjątkiem rozrywek była koszykówka - której również nie ogarniałam, rzucanie piłkami lekarskimi - nieprzystosowanymi wagą do budowy ciała połowy uczniów, czy też wiszenie na drążku - bez wcześniejszej rozgrzewki. Dlaczego mówię bez rozgrzewki? Prowadziły ją najczęściej osoby niemające pojęcia o poszczególnych ćwiczeniach. 

To właśnie w gimnazjum jedna z uczennic celowała w moją stronę siatkową piłkę setową, której nie tylko nie odebrałam w należyty sposób, ale również oberwałam w nos, który  - jak niedawno się okazało - został złamany. 

Nie zdawałam sobie z tego sprawy do początku bieżącego roku, a dokładniej momentu, w którym  usłyszałam od otorynolaryngologa, że mam nos pourazowy ze skrzywioną przegrodą - stąd  oddychanie jedną dziurką i typowy 'nosowy' głos. Nikt nie zauważył tego złamania w odpowiednim czasie. Bolał, puchnął, a o odszkodowaniu mogę w tej chwili pomarzyć. 

Gdy nadchodziły końcowe dni zimy - nawet zanim weszliśmy w kalendarzową wiosnę - ponownie wychodziliśmy na dwór: 

- rzucać oszczepem - oberwałam w głowę 
- rzucać kulą - zmiażdżyłam sobie stopę
- grac w piłkę ręczną - o, a tutaj zdarzyło się, że zostałam z całej siły popchnięta na betonowe, chropowate boisko, na którym zdarłam sobie skórę z kolan, dzięki czemu blizny posiadam do dnia dzisiejszego. 

I jak tu pisać o pozytywnych wspomnieniach?  

W drugiej gimnazjum powiedziałam - dość upokorzeń. Nie miałam wiele siły, ponieważ nigdy nie ćwiczyłam z naciskiem na trening siłowy, za to moim ogromnym atutem była elastyczność ciała. W domowym zaciszu zaczęłam się rozciągać - właśnie za szpagat otrzymałam pierwszą pozytywną ocenę z wf. Stretching był moją pierwszą ulubioną formą aktywności fizycznej. 

Później doszły brzuszki, lekkie hantelki, dzięki którym nieco bardziej wyrzeźbiłam swoją sylwetkę. Pod koniec trzeciej gimnazjum wuefista zdecydował się dać mi piątkę na koniec roku dzięki czemu miałam najwyższą średnią w szkole. To był mój motor do działania - niby nic, a jednak ktoś, kto przez bite dwa lata widział we mnie ofermę losu, w końcu docenił moje starania

Przez wakacje dzielące gimnazjum i początek LO intensywnie ćwiczyłam. Moja wydolność i siła skoczyły ku górze, potrafiłam nie tylko z odpowiednią siłą zaserwować piłkę w siatkówce, ale również bez większego wysiłku przepłynąć 60 długości na basenie (ile to jest w kilometrach/metrach?) 

Dopiero w liceum okres przestał być moją wymówką do rezygnacji z ćwiczeń. Moje zainteresowanie aktywnością fizyczną wzrastało z dnia na dzień. Zabawne, że przez chwilę myślałam nawet o studiowaniu na AWF. Doszłam jednak do wniosku, że sport może być w moim przypadku tylko i wyłącznie hobby - niekoniecznie formą zarabiania pieniędzy...

Wracają jednak do tytułu dzisiejszego wpisu. Waga i jej wahania wciąż są moim problemem. Może zabrzmi to śmiesznie, ale chcę przytyć... W szczytowej formie ważyłam 55 kg. Przed maturą gwałtownie schudłam - prawie 8 kg - nie jest to normalne, więc postanowiłam udać się do lekarza, który następnie skierował mnie do endokrynologa, ten natomiast zlecił wszystkie istotne badania, po których okazało się... że jestem zdrowa.

Nikt do końca nie wie, co było powodem mojego gwałtownego spadku wagi. Obsesyjnie próbowałam wrócić do upragnionych 55 kg, jednak z czasem zrozumiałam, że nadmierne jedzenie i wpychanie w siebie na siłę nie przynosi niczego innego poza zmęczeniem, ociężałością i brakiem chęci do ćwiczeń.

Trenowałam dalej, zauważyłam przyrost tkanki mięśniowej i zadowolona postanowiłam wejść na wagę. To co ujrzałam - przeraziło mnie kompletnie. 47 kg oznaczało alarmującą niedowagę. Przesadziłam z ćwiczeniami - myślałam.

Przestałam ćwiczyć początkowo na tydzień - zaczęłam więcej jeść. Kolejne sprawdzanie wagi wprawiało mnie w kompletne osłupienie. 46 kg... 45 kg... 44,5... Udałam się ze swoim problemem do dietetyka, który rozpisał mi racjonalny jadłospis na cały tydzień. Trzymałam się go jak tonący brzytwy: 6 posiłków dziennie, co 3 godziny. Stawałam na wagę i nic. Wciąż niedowaga. Nie rozumiałam tego. W lustrze nie widziałam kościotrupa - wręcz przeciwnie - zdrową, szczupłą osobę. Dzieliłam się swoimi problemami z przyjaciółką, która dolała oliwy do ognia, kiedy się spotkałyśmy, mówiąc, że faktycznie schudłam.

Zaczęłam przeglądać artykuły na temat wrodzonej chudości, tego, że organizm może mieć tendencję do zamieniania kcal w ciepło - a nie ich magazynowania. Wyczytałam również, że dobrym sposobem na nabranie masy mogą być ćwiczenia siłowe - na początek jednej partii ciała. Czemu nie - pomyślałam - Zawsze to jakiś powrót do ćwiczeń. I zaczęłam ćwiczyć.

Czas na paradoks tej historii. Ostatnio przy okazji wizyty u weterynarza postanowiłam stanąć na wagę. Ujrzałam wymarzoną, nieprawdopodobną liczbę 50 kg. Z zaciekawieniem spojrzałam na lekarza pytając, czy ta waga działa na ludzi tak samo jak na zwierzęta. Odpowiedział, że tak. Nie ukrywając radości popędziłam do domu i postanowiłam dokładnie obejrzeć wagę. Okazało się, że majstrowała przy niej moja mama, która odejmowała sobie kilogramy, by poczuć się lepiej po stanięciu na wagę. 

- Wiesz kochanie, mi to poprawiało humor, a Tobie dało mobilizację do tycia. 

#takbardzooszukana
#nieufamwagom
#czujsięzdrowowewłasnymciele


      ♡  
ASK.FM       TWITTER       INSTAGRAM       PINTEREST        BLOGLOVIN' 

Witaj na HR (to taki skrót od hairoutine). Cieszę się, że tu jesteś. Będzie mi bardzo miło, jeśli wyrazisz opinię na temat wpisu. Nie toleruję spamu, krytyki (chyba, że konstruktywnej). Jeśli chcesz wyrazić odmienne niż moje zdanie: droga wolna, tylko proszę, zrób to w sposób kulturalny. Twój komentarz w tajemniczy sposób zniknął? Cóż, najwidoczniej brakuje mi dystansu do siebie! Poniżej masz kilka opcji, na przykład reakcje. Dzięki nim możesz ocenić notkę w skali: zabawne - interesujące - przydatne. Jeśli chcesz udostępnij mój wpis na jednym z portali społecznościowych - Twitterze, Facebooku, Google+ lub na Pintereście.

piątek, 19 września 2014

Smoczy owoc


Niskokaloryczny, bogaty w witaminy B, C i E oraz w wapń i fosfor - niezbędne do wzrostu zdrowych, lśniących i silnych włosów. Jak na tropikalny owoc przystało w 80% składa się z wody, dlatego doskonale nadaje się do zgaszenia pragnienia na przykład po intensywnym treningu - coś o tym wiem. Duża ilość antyoksydantów pozwala zachować młodość i chroni przed czynnikami nowotworowymi, a ekstrakt z owocu należy do substancji przeciwdziałających starzeniu się skóry! Czego chcieć więcej?

Co ciekawe, piękna, różowo-pomarańczowa, jaskrawa barwa może zmylić - osoby, które dotąd nie miały okazji próbować Pitaji mogą nastawić się na intensywny, kwaśny smak - nic bardziej mylnego! 

Smoczy owoc, mimo swojego wyglądu w smaku jest słodkawy, czasami nawet mdlący. Dlatego też doskonale nadaje się do uzupełnienia deserów mlecznych - osobiście uwielbiam łączyć pitaję z mlekiem kokosowym - taki koktajl jest nie tylko sycący - to ogromna dawka witamin! Mleko kokosowe to alternatywa dla mleka krowiego - zwłaszcza dla osób nietolerujących laktozy i ludzi uczulonych na białko mleka krowiego. Warto kupować te w 100% naturalne, bez konserwantów i substancji zagęszczających - zależy nam przecież na zdrowiu ;)


Sięgam po Pitaję za każdym razem, kiedy próbuję ograniczyć słodkości. Obecnie przechodzę próbę #498752429. Z jakim skutkiem? Zobaczymy. Trzymajcie kciuki - jestem na etapie, w którym gruszka smakuje jak czekolada. #uzależnienieodcukrutakbardzo #jakżyć


      ♡  
ASK.FM       TWITTER       INSTAGRAM       PINTEREST        BLOGLOVIN' 

Witaj na HR (to taki skrót od hairoutine). Cieszę się, że tu jesteś. Będzie mi bardzo miło, jeśli wyrazisz opinię na temat wpisu. Nie toleruję spamu, krytyki (chyba, że konstruktywnej). Jeśli chcesz wyrazić odmienne niż moje zdanie: droga wolna, tylko proszę, zrób to w sposób kulturalny. Twój komentarz w tajemniczy sposób zniknął? Cóż, najwidoczniej brakuje mi dystansu do siebie! Poniżej masz kilka opcji, na przykład reakcje. Dzięki nim możesz ocenić notkę w skali: zabawne - interesujące - przydatne. Jeśli chcesz udostępnij mój wpis na jednym z portali społecznościowych - Twitterze, Facebooku, Google+ lub na Pintereście.