wtorek, 29 września 2015

WŁOSY: WRZESIEŃ 2015

Ostatnio zaniedbałam tematykę pielęgnacyjną, skupiając się głównie na wpisach typu lifestyle. Byłabym jednak głupia, nie wykorzystując ujęć z sesji, którą wykonałam na potrzeby comiesięcznej aktualizacji na samym początku września. Fotki wykonane zostały w ewidentny bad hair day, ale mam nadzieję, że moje puchate włosy zrekompensuje Wam przepiękna lokacja.


Czy jestem zadowolona z koloru, który nie tak dawno sprawiłam sobie na głowie? Sama nie wiem. W zależności od oświetlenia prezentuje się inaczej, co będziecie mogły/mogli zobaczyć na poniższych fotografiach. Niestety ostatniej wizyty u fryzjera, pomimo zadowalającego efektu "po" nie mogę zaliczyć do udanej (znowu! daaaamn). Kolor jest trudny do określenia, a pasemka... babcine? Straty na długości (około 10 cm) nie żałuję, jednak denerwuje mnie efekt "postrzępionych" końcówek. Podczas wizyty powtarzałam kilkakrotnie, że chcę cięcie na prosto - najlepiej od maszynki.





A propos gry świateł. Też to widzicie? W zależności od ustawienia aparatu, włosy są jaśniejsze lub ciemniejsze. I tak jest absolutnie zawsze. Właściwie trudno mi stwierdzić jaki jest ich prawdziwy odcień. Nie wiem... może cierpię na ciekawy przypadek Nimfadory Tonks? (Kolor włosów w zależności od nastroju).

Kilka słów o pielęgnacji w tym miesiącu.

Standardowo, przed każdym myciem wcierałam niewielką ilość olejku z arbuza na długość uszy-końce, metodę OMM stosowałam przy użyciu (w pierwszym etapie - odżywka) produktu Garnier z serii Gęste & Zachwycające, na przemian z odżywką Dove Daily Moisture. Drugi etap, czyli mycie, umilałam sobie szamponem dla dzieci Bambino, który prawdopodobnie był odpowiedzialny za efekt puszu i Cliniscalp Botanical Thinning Hair Solutions marki Joico, którego recenzja na blogu już niebawem. W ciągu ostatniego miesiąca zużyłam również słoiczek uwielbianej niegdyś maseczki BIOVAX do włosów blond. Podobnie jak w przypadku szamponów, recenzji tego ogromnego słoika szczęścia, również spodziewajcie się w najbliższym czasie.

Włosy są sypkie, puchate, niedociążone i brzydkie. 3-letnie Włosomaniactwo gwarancją pięknych, zdrowych, błyszczących włosów? Bullshit. A przynajmniej w moim przypadku. Pomału tracę cierpliwość i mam ochotę na radykalne cięcie, ale w związku z nadchodzącą zimą chyba jeszcze poczekam. Nic nie ociepla bardziej niż szalik z 20-centymetrowego w obwodzie warkocza. Każdy Wiking Ci to potwierdzi. Ejmen. 




Brak komentarzy :

Prześlij komentarz