poniedziałek, 26 października 2015

Puder & pieprz

Miłością do Chloé zaraziła mnie przyjaciółka. Choć wstyd się przyznać, do niedawna myślałam, że pod okiem Gaby Aghion produkowano wyłącznie torebki. Teraz, kiedy już całkiem na serio jestem into fashion, wiem, że historia eleganckiej marki, charakteryzującej się współcześnie delikatnymi odcieniami bieli, kremowymi tkaninami i pudrową esencją jest znacznie bardziej rozbudowana i sięga znacznie dalej niż przysłowiowe portmonetki, z którymi niegdyś ją utożsamiałam...


Moja nowa miłość to przypadek. Miałam nie inwestować w nowe flakony, chociażby się waliło i paliło, ale czekałam na autobus przy nowo-otwartej galerii handlowej i coś podkusiło mnie, żeby zajrzeć do Douglasa. Nowy zapach Ariany Grande wydawał się słodki i duszący, DKNY Be Delicious - zbyt 'trawiasty'. Na poszczególne, ciekawiące mnie nuty zużyłam około dziesięciu blotterów, informując jednocześnie konsultantkę, że na razie jestem na etapie poszukiwań, choć w zamyśle nie miałam w planach żadnych zakupów

Kiedy zakręciło mi się w głowie od tych wszystkich zapachów, głęboki wdech aromatu kawy uciszył szalejący zmysł zapachu, dając możliwość dalszego rozkoszowania się.

La Vie Est Belle z wyczuwalną nutą czarnej porzeczki do złudzenia przypomina mi Tresor Midnight Rose, które posiadam. Mimo to z pewnością je kiedyś kupię, jak nie duży, to chociaż mały flakon, ponieważ mają w sobie coś subtelnego, mniej agresywnego niż w przypadku promowanego przez Emmę zapachu. 

I wtedy je ujrzałam. Duży, błyszczący, szklany flakon z przepiękną białą kokardą. Charakterystyczną, pofałdowaną butelkę wody perfumowanej Chloé Signature, inspirowaną plisowanymi kreacjami marki, które na przestrzeni lat stały się jej swoistą wizytówką. Zrobiłam mały research na temat perfum i mogę zdradzić, że srebrna płytka korka i delikatna wstążka nawiązują do zapachu białej róży, będącej tu delikatnym i lekkim obliczem swoich poprzedniczek z innych, kultowych już zapachów. Moje pierwsze skojarzenie to puder i pieprz.

Mimo to, za pikanterię odpowiada tu bergamotka, dopełniona delikatną nutą mangolii i gardenii (którą uwielbiam, stąd polowanie na Chanel Gardenię). Na końcu wyczuwamy piżmo, które dodaje zmysłowości przy zachowaniu kwiatowo-delikatnego charakteru. 

Po spryskaniu ostatniego blottera wpadłam w dylemat typowej maniaczki perfum. Mój Flowerbomb Victora&Rolfa od kilku tygodni jest na dosłownym wykończeniu, jednak Chloé wyraźnie różnił się od tego zapachu charakterystycznym i jednocześnie orzeźwiającym aromatem pieprzu. Zapach irysu też jest chłodny, a na jesień szukałam dotychczas zapachów typowo orientalnych i ciepłych. Jak to mówią: ryzyk-fizyk. 

Jeśli lubicie pudrowe zapachy, a ich intensywność nie przyprawia Was o ból głowy, warto zapoznać się z Signature, chociażby ze względu na to, że to nowość w naszych drogeriach. Chloé Eau de Toilette to symbol ponadczasowej elegancji, uwieńczony lekką, świeżą i delikatną formą inspirowaną ubóstwianymi przez wielu poprzedniczkami.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz