czwartek, 31 grudnia 2015

10 najlepszych odkryć 2015 roku

2015 dobiega końca, czas na podsumowanie. Przyznam szczerze, że musiałam wspomóc się pamiętnikiem i Pinterestem, bo nie sposób spamiętać wszystkie perełki, na jakie udało mi się natknąć w tym roku - było ich dużo, jednakże na potrzeby dzisiejszego wpisu postanowiłam wybrać najlepsze z najlepszych. Bez czego nie mogłam obejść się w 2015? Pozwólcie, że zacznę od końca!



Paris Carney. Pisałam o Niej na Instagramie, ale nie wyobrażam sobie tego wpisu bez choćby najmniejszej wzmianki o Jej twórczości. Jeśli słyszysz o tej wokalistce po raz pierwszy, czuję nieopisany zaszczyt mogąc przybliżyć Ci jej postać. Sposób, w jaki się o Niej dowiedziałam jest dość pokręcony i zabawny. Pomogła mi w tym moja osobista natura typowej fangirl. Zaczęło się niewinnie - w teledysku Taylor Swift wystąpił chłopak na zabój podobny do mojego taty - naturalnie ciekawa więc kim jest ten przystojniak, zaczęłam swoją wędrówkę z wujkiem Google. Okazało się, że niejakim sobowtórem taty jest niejaki Reeve Carney, który (jak pewnie się domyślacie) szybko wizualnie przypadł mi do gustu. Nie zakończyłam jednak swoich fangirlowych poszukiwań na zachwycaniu się zdjęciami Reeve, o nie. Zdążyłam zakochać się w Jego muzyce, bracie, mamie i siostrze. Wpadłam jak śliwka w kompot. To nietypowe zakochać się w rodzeństwie, a już tym bardziej w całej rodzinie. I choć powinnam zachwycać się młodszą-lepszą wersją mojego taty, jego bratem i Paris, to najbardziej imponuje mi Marti - ich mama. Jaką fantastyczną i inspirującą osobą trzeba być, aby wychować tak utalentowane dzieciaki! Wracając jednak do Paris... Jaki ta dziewczyna ma głos! I nie dość, że intryguje cudownym wokalem, to jest niesamowicie bliska mojemu sercu. Pisze bloga, dzięki któremu uświadomiłam sobie jak wiele nas łączy. To niesamowite uczucie, kiedy znajdujesz cząstkę siebie w zupełnie obcej Ci osobie. W momencie, gdy uświadamiasz sobie, że poprzez swoją twórczość próbuje przekazać swoim odbiorcom dokładnie te same wartości co ty, jedyne co pozostaje, to cieszyć się siłą przyciągania tych samych cząsteczek jednego związku. Inaczej nie ubiorę tego w słowa.



Ścięcie włosów. Powiecie: Ale mi odkrycie, ale dla mnie był to naprawdę przełomowy moment w życiu. Zrobiłam to w chwili w której mogłabym powiedzieć, że były moją jedyną dumą, ozdobą, która definiowała mnie, jako osobę. Pomimo ich zadowalającego wyglądu byłam już zmęczona. Potrzebowałam zmian, stąd decyzja o ścięciu. I o dziwo spotkałam się z ogromną aprobatą tego dość ryzykownego wyboru. Nowa fryzura sprawia, że rozmówca koncentruje się na mojej twarzy, którą niegdyś dosłownie ukrywałam pod włosami. Nie czuję też ciężaru włosów, ani bólu głowy, który niejednokrotnie powodowały przez swoją gęstość. Po poznaniu wszelkich dobrodziejstw krótkiej fryzury nie wiem, czy znów je zapuszczę - do podjęcia ostatecznej decyzji poczekam, aż regularnie podcinając końce pozbędę się całej farbowanej części.


Pierniczki. Dacie wiarę, że w moim domu nie pieczono ich na święta? Przez całe dzieciństwo kojarzyły mi się z niemieckim Weinachtsmarkt i tradycją dość daleką do polskich zwyczajów - olśnienia doznałam dopiero na Śląsku, kiedy okazało się, że wszyscy znajomi z klasy mieli w planach ozdabiać w/w wypieki. Czułam się jak przybysz z kosmosu, kiedy mówiłam, że w moim domu nigdy takowych nie pieczono! W tym roku jednak się przemogłam i upiekłam pierwszą partię, niezdarnie, lecz ze szczerego serca dekorując ciasteczka najlepiej jak umiałam! Są przepyszne i gdyby nie chęć zachowania "niepowtarzalnego klimatu" - piekłabym je znacznie częściej!


Siemię lniane. O jego niezwykłych właściwościach słyszałam już kilka lat temu - każda szanująca się włosomaniaczka próbowała żelu lnianego na włosy. Po chorobie mamy, która zmuszona była pic wywar o konsystencji gluta nieśpiesznie mi było do sprawdzania korzyści z jego spożywania. Przysłowie 'a dziadek się śmiał i to samo miał' doskonale opisuje moją styczność z nasionkami lnu. Laryngolog przepisał mi siemię podczas ostatniej choroby, a kiedy zauważyłam diametralną poprawę stanu cery i paznokci, postanowiłam poszukać więcej informacji na jego temat. Jak się okazało - regulują gospodarkę hormonalną, co pozwoliło mi zrezygnować z tabletek antykoncepcyjnych przyjmowanych "na cerę" bez większego szwanku, kiedy przed regularnym piciem miałam w trakcie przerwy ogromny wysyp. Siemię lniane to najlepsze odkrycie spożywcze 2015 roku!


Olej rycynowy. Kolejne, nieco naciągnięte odkrycie 2015 roku - olej rycynowy znam od początków  włosomaniactwa, czyli od 2012 roku, jednakże - dopiero w tym regularnie stosowałam go na rzęsy i brwi, wzmacniając i przyciemniając je jednocześnie.


Czekoladziarnia. Jedno z niewielu miejsc, do których z chęcią wrócę. Za każdym razem, gdy odwiedzam nowe miasto, kieruję się do lokalu z gorącą czekoladą. Najlepsza czekolada jaką piłam to ta z Krakowa, w kawiarni Słodki Wentzl. Macie swoje ulubione kawiarnie/czekoladziarnie? Z chęcią je odwiedzę!


Nescafe Frappe. Najlepsza kawa jaką miałam przyjemność pic, kupiona okazyjnie w Biedronce. Ciężko ją gdziekolwiek dostać, więc gdy tylko nadarzy się taka okazja, kupię pojemniczek natychmiast! Fenomenalna zarówno na zimno jak i na ciepło.


Penny Dreadful. 2-sezonowy serial, który pochłonęłam dosłownie w tydzień. Poświęcę mu oddzielny wpis.


Makijaż szeroko rozstawionych oczu. W 2015 dowiedziałam się, że całe życie popełniałam błąd w makijażu oczu! Otóż osoby z szeroko rozstawionymi oczętami winny umieszczać ciemny cień w wewnętrznym kąciku oka, a nie zewnętrznym - jak to robiłam przez całe swoje życie, a przynajmniej od początków malowania się. Zwracacie uwagę na rozstawienie oczu przy makijażu?


I ostatnie odkrycie: YouTube. Nie ukrywam, że stworzenie własnego kanału było dla mnie skokiem na głęboką wodę. Moje poczynania w świecie filmu to wciąż raczkowanie - nadal się uczę, ale mam nadzieję, że za parę lat będę się tu czuła tak komfortowo, jak na bloggerze. Chętnie wysłucham każdej rady, dlatego jeśli macie jakieś pomysły lub zastrzeżenia, piszcie śmiało w komentarzu.



ASK.FM       FACEBOOK       INSTAGRAM       BLOGLOVIN'

Witaj na DQ (to taki skrót od DaintyQueen). Cieszę się, że tu jesteś. Będzie mi bardzo miło, jeśli wyrazisz opinię na temat wpisu. Nie toleruję spamu, krytyki (chyba, że konstruktywnej). Jeśli chcesz wyrazić odmienne niż moje zdanie: droga wolna, tylko proszę, zrób to w sposób kulturalny. Twój komentarz w tajemniczy sposób zniknął? Cóż, najwidoczniej brakuje mi dystansu do siebie! Poniżej masz kilka opcji, na przykład reakcje. Dzięki nim możesz ocenić notkę w skali: zabawne - interesujące - przydatne. Jeśli chcesz udostępnij mój wpis na jednym z portali społecznościowych - Twitterze, Facebooku, Google+ lub na Pintereście.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz