wtorek, 1 grudnia 2015

Wygląd MA znaczenie.

Ile razy słyszeliście wyświechtany tekst rodem z komedii romantycznych, że jedyne, co liczy się u człowieka to jego wnętrze? Ile razy daliście się na to nabrać? Historia człowieka, o którym dziś napiszę utwierdzi Was w brutalnej prawdzie o tym, że wygląd MA znaczenie, a przeciętnego Kowalskiego na stanowisku kierowniczym nie będzie interesował niezaprzeczalny fakt Twojego dobrego serca, a to, jaką masz fryzurę.

Czytając o niecodziennym zajęciu Nasira Sobhani po raz pierwszy, całkowicie zmieniłam zdanie o zawodach wymagających powołania i tych próżniejszych, przynoszących jedynie dochód finansowy. Do tych próżniejszych zaliczałam jeszcze nie tak dawno wszelkiego rodzaju zawody dotyczące jako tako upiększania. Byłam głupia. Nie można bowiem kategoryzować ludzi przez wzgląd, w jakiej gałęzi przemysłowej pracują. Jak się okazuje, wykonując dosłownie każdy zawód można spełnić się na wielu płaszczyznach, w tym tak bardzo bliskiej mojemu sercu, czyli humanitarnej, a dowodem na to są coraz to częściej widziani na ulicach całego świata Street Barbers, czyli... uliczni fryzjerzy.


Projekt "Nowy wygląd, nowy start" to poniekąd ucieczka od jego osobistych problemów z narkotykami - zanim zaczął pomagać, sam lawirował na krawędzi, wydając na narkotyki od dziewięciuset do tysiąca dwustu złotych dziennie. Trzy lata temu, kiedy zaczynał praktykę fryzjerską, dużo rozmawiał z mężczyzną, który czyścił witryny sklepowe. Człowiek ten świętował właśnie miesiąc czystości od heroiny, a swój sukces chciał uczcić nową fryzurą. W przekonaniu, że wykonuje właściwą rzecz utwierdziła go matka, która wybuchnęła łzami zobaczywszy, czym się zajmuje. To był moment, w którym zrozumiał, że swoim działaniem jest w stanie zachęcać młodych ludzi do zmiany nie tylko wyglądu, ale również całego życia. Tym bardziej, że sam także kochał to, co robi.

Dziś raz w tygodniu spędza na darmowym strzyżeniu bezdomnych, otwierając im tym samym drogę na lepszy start i nowe życie.


"Thomas. Ma 23 lata i sześcioletnią córeczkę. Gdy zobaczyłem go po raz pierwszy, wracając do domu przez Times Square, miałem po sobie cały dzień strzyżenia bezdomnych mężczyzn w Nowym Jorku. Szczerze powiedziawszy byłem tak zmęczony, że jedyne o czym marzyłem to szybki prysznic i sen... Minąłem go bez słowa, usprawiedliwiając samego siebie, że może zrobię mu fryzurę, gdy go spotkam innym razem i tym, że nie czułbym się komfortowo obcinając kolesia w samym środku Times Square, dając tym samym do myślenia przechodniom, że to jakiś spektakl. Ale potem dopadło mnie sumienie, nie mogłem tak po prostu przejść obok bez słowa, zaoferowania strzyżenia czy chociaż towarzystwa. Co ludzi obchodzi, czy robię to dla show - nie robię tego dla nich, ani tym bardziej dla siebie. W tamtym momencie był dla mnie najważniejszą osobą pod słońcem i byłem cholernie szczęśliwy, że zaoferowałem mu swoje cięcie. Powtarzał ciągle, że od dawna o tym marzył. Po raz pierwszy zetknął się z heroiną w wieku 14 lat, obecnie po 6 latach odsiadki w więzieniu próbuje przetrwać żyjąc na ulicy. Nie zażywa heroiny tak często jak kiedyś, a co najważniejsze - nie czuje skutków odstawienia, co dla większości uzależnionych od tego szalonego narkotyku jest nie do przejścia. Jest przekonany, że pewnego dnia uda mu uwolnić od nałogu, a gdy tak się stanie, zamierza objąć stanowisko mentora dla dzieci i młodzież narażonych na kontakt z narkotykami, by zapobiec im pójścia ścieżką, którą on sam obrał w młodości. Co za człowiek! Napisałem to dla Was, żeby podzielić się swoją refleksją na temat tego, żebyście nie odkładali rzeczy na potem. Jeśli czujesz zmęczenie, powinieneś robić jeszcze więcej zwłaszcza wtedy, kiedy masz możliwość pomóc bliźniemu."


"Al. Ma 48 lat i dwie nastoletnie córki (12 i 15 lat). Jest bezdomnym od 16 roku życia, od momentu, w którym jego matka ponownie wyszła za mąż i zamieszkała z jego ojczymem, który bił i wykorzystywał seksualnie Ala. Po raz pierwszy spróbował heroiny w wieku 17 lat, uzależniając się. Niedawno przeniósł się tu z Adelaide. Kiedy zapytałem, dlaczego to zrobił, odpowiedział, że wiele się wydarzyło w ostatnim roku. Jego najlepszy przyjaciel, którego znał od 26 lat zmarł na raka. Niedługo potem zmarła jego żona, matka dzieci. Jak sam twierdzi, narkotyki pomagają złagodzić ból po utracie ukochanych osób. Kiedy zapytałem, co poradziłby dzisiejszej młodzieży, odpowiedział: Nie zażywajcie narkotyków. Rujnują życie"


"Graham, 33 lata. Cierpi na porażenie dziecięce i padaczkę. Jest zmuszony do życia na ulicy, ponieważ nie ma rodziny. Kiedy zapytałem, dlaczego nie udzielili mu pomocy w schronisku dla bezdomnych wyznał, że nie mają takiej możliwości, gdyż prawo wymaga wyszkolonego personelu dla osób niepełnosprawnych, jednak koszt ich zatrudnienia jest zbyt wysoki. Kiedy zacząłem go strzyc, wyjaśnił mi, co doprowadziło go do takiego wyglądu. Jego niepełnosprawność spowodowana jest ciężkim urazem głowy, którego doznał w dzieciństwie. W wieku dwóch lat został siłą odebrany matce Aborygence, a następnie posłany do anglo-saksońskiej szkoły. Była to próba dostosowania rdzennej ludności do australijskiej kultury i stylu życia, w nadziei na wyplenienie ich własnej kultury. Graham był jednym z wielu dzieci, które brały udział w projekcie "Stolen Generation". To właśnie w szkole pobito go tak dotkliwie, że uszkodzona została czaszka, czego skutkiem są obrażenia widoczne dziś - prawa strona ciała funkcjonuje nieprawidłowo. Każda podstawowa czynność sprawia mu kłopot - nawet rozczesywanie włosów. Po strzyżeniu, goleniu twarzy i potraktowaniu włosów suchym szamponem, wykończyłem fryzurę lakierem i woskiem, a następnie przetarłem jego twarz wodą po goleniu o słodkim zapachu. W jego oczach pojawiły się łzy, kiedy zobaczył zdjęcie "przed" i "po", ale szybko zażartował, że wygląda jak milion dolarów."


"Poznajcie Marka. Ma 28 lat, nie miał kontaktu ze swoją rodziną od prawie dekady. Znam go dopiero krótką chwilę, ale ilekroć spotykam go w mieście mam ochotę go uściskać. Każdy jego gest pełen jest niesamowitej radości. Możecie pomyśleć, że po prostu szukał w swoim życiu kogoś, z kim chciał porozmawiać. Dzisiaj, kiedy zobaczyłem go na ulicy, zapytałem, czy chciałby, żebym się nim zajął. Odpowiedział mi: „Jasne stary! Nie miałem okazji, żeby się ostrzyc od 8 czy 9 miesięcy”. Zdradził Nasirowi też, że już od trzech lat jest bezdomny. Przyznał się, że okazjonalnie brał heroinę i metamfetaminę, ale jako główny powód swojej bezdomności podaje trudności z odnalezieniem się w społeczeństwie. Trzy lata temu wyrzucono go z miejsca, gdzie przebywał, a sam nie był w stanie znaleźć właściwej pracy i domu od tego czasu. Mark cierpi również z powodu choroby psychicznej. Przyznaje się, że ma depresję i słyszy głosy w swojej głowie. Jedyne, czego szuka u innych ludzi to akceptacja i ciepłe uczucia."

"To jest Chris. Miał 21 lat, kiedy go spotkałem, a następnego dnia miał mieć urodziny. Chris nie ma żadnej rodziny, z którą mógłby żyć, albo z którą mógłby się skontaktować. W zasadzie był całkowicie sam przez ostatnie 11 lat. Odkąd skończył dziesięć lat mieszka na ulicy. To naprawdę straszne, ale tak faktycznie jest. Trudno było w to uwierzyć, ale jego sytuacja faktycznie zmusiła go do tego. Zarówno jego biologiczny ojciec, jak i ojczym znęcali się nad nim, kiedy był całkiem małym dzieckiem. Opowiadał również, jak trudno było w szkole ciągle chodzić ubranym w długie rękawy, by ustrzec się pytań na temat licznych siniaków na jego ciele. Wybrał ulicę, bo nie było innego wyjścia. W wieku jedenastu lat zdarzało mu się również brać heroinę i metamfetaminę."

"Ma 34 lata i ma córkę. Wyemigrował do Australii ze swoją mamą i bratem niemal 20 lat temu, kiedy na Fiji opuścił ich ojciec. W wieku piętnastu lat poznał dziewczynę. Całkowicie stracił dla niej głowę, a wkrótce stała się jego pierwszą miłością. Założyli dom i wkrótce urodziła im się córka. Sprawy miały się cudownie do chwili, w której zorientował się, że ukochana miała romans. Po tym, kiedy sprawa wyszła na jaw, ukochana zabrała mu córkę i dom, a Ganesh, rozbity, załamany i bez nadziei, starał się przetrwać na ulicy ze swoim nieszczęściem. Próbował również heroiny, która miała uśmierzyć ból jego złamanego serca. Dziesięć lat później, kiedy spotkał Nasira, nadal nie był w stanie, by zerwać z uzależnieniem i stanąć na nogi. Oni i wielu innych bezdomnych w Melbourne każdego tygodnia dostają szansę, by na nowo zacząć wierzyć w siebie i zrobić krok ku innemu życiu."


Tych historii jest więcej. Znacznie więcej. Kiedy ty, być może z obrzydzeniem spoglądasz na bezdomnego, na drugim półkolu Nasir Sobhani podchodzi do niego, bo widzi w nim człowieka, dobro, czasami też potencjał. Odmieniony wygląd daje im szansę na nowy start, na zyskanie uznania w oczach najpróżniejszych osób, dla których liczy się tylko wygląd. Zbliżają się święta, mróz. Czy zastawiał Cię kiedykolwiek pusty talerz zostawiony na wigilijnym stole? Dobrze wiesz, że nikt nie przyjdzie. Zastanawiało Cię dlaczego?


ASK.FM       FACEBOOK       INSTAGRAM       BLOGLOVIN'

Witaj na DQ (to taki skrót od DaintyQueen). Cieszę się, że tu jesteś. Będzie mi bardzo miło, jeśli wyrazisz opinię na temat wpisu. Nie toleruję spamu, krytyki (chyba, że konstruktywnej). Jeśli chcesz wyrazić odmienne niż moje zdanie: droga wolna, tylko proszę, zrób to w sposób kulturalny. Twój komentarz w tajemniczy sposób zniknął? Cóż, najwidoczniej brakuje mi dystansu do siebie! Poniżej masz kilka opcji, na przykład reakcje. Dzięki nim możesz ocenić notkę w skali: zabawne - interesujące - przydatne. Jeśli chcesz udostępnij mój wpis na jednym z portali społecznościowych - Twitterze, Facebooku, Google+ lub na Pintereście.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz