czwartek, 31 marca 2016

I'm headed straight for the castle (...)


Gdzieś słyszałam, że granica między nienawiścią a miłością może być niebezpiecznie cienka. Przysłowie stare jak świat, a w przypadku mojej osoby sprawdza się genialnie praktycznie w każdej dziedzinie życia, a zwłaszcza w muzyce. Jakieś dwa miesiące temu, kiedy pop kojarzyłam głównie z odmóżdżającymi utworami Britney Spears czy 'Cake, Cake, Cake' Rihanny, kompletnym przypadkiem trafiłam na 20-letnią wówczas Zellę Day Kerr, której utwory - najpierw Hypnotic, później Sweet Ophelia, East of Eden, Sacrifice (i cała reszta) - już na zawsze odmieniły moje spojrzenie na pop, a właściwie jego subtelne odmiany...

I’ve heard somewhere that the line between hate and love may be really thin. This proverb is as old as as the hills, but when it comes to me – it works perfectly in almost every area of my life, especially in the musical one. About two months ago, I associated pop music mainly with mind-numbing songs of Britney Spears or with Cake Cake Cake of Rihanna. But suddenly, I happen to find songs of Zella Day Kerr and these songs, like Sweet Ophelia, East of Eden, Sacrifice (and the rest), changed my attitude towards pop music forever – actually towards some of its kinds…