środa, 29 marca 2017

WŁOSY: MARZEC '17



Ale mnie wzięło na sentymenty! Od mojej ostatniej "aktualizacji", minął prawie rok... Szczerze mówiąc aż trudno mi uwierzyć, że ten czas zleciał tak szybko... Wygląda na to, że mamy sporo do nadrobienia!


Jeśli do dzisiejszego dnia uchował się choć jeden czytelnik, pamiętający stary adres, to z pewnością należą mu się przeprosiny za hiatus z mojej strony i praktycznie całkowite odejście od tematyki urodowej (a także za przeniesienie większości wpisów na p-e-a-c-h-y.com). W dniu dzisiejszym tematyka włosowa (i nie tylko) wraca tutaj. Wróćmy jednak do tego, co działo się u mnie.


Jeśli myślisz, że włosomaniaczy nawyk dbania o włosy pozostaje nawet wtedy, kiedy nie musisz co miesiąc sprawdzać postępów swojej pielęgnacji, jesteś w ogromnym błędzie. Wszystko po pewnym czasie przestaje mieć znaczenie. I tak też było ze mną. Obcięłam włosy, szał ciał, zaciesz, wielkie nadzieje ... do czasu. 

Zrezygnowałam ze wszystkich dotychczasowych rytuałów, które utrzymywały moje włosy w dobrej kondycji i mam efekty: przesuszony wiór, na dodatek poddany kilkakrotnym rozjaśnieniom w domu. Nie macie pojęcia ile zasad właściwej pielęgnacji złamałam przez okres nieprowadzenia tego bloga! 


Zanim stwierdzicie, że przesadzam i tak naprawdę nie mam na co narzekać, weźcie pod uwagę to, że mam świadomość, w jakim stanie były moje włosy przed całym szaleństwem, na które pozwoliłam sobie... zmęczona radykalnym włosomaniactwem. 

Jak wspominałam wcześniej, poddałam się samodzielnym próbom rozjaśniania w domu: w jeden weekend potrafiłam pofarbować włosy 8-krotnie, dla uzyskania (albo wrażenia uzyskania) wymarzonego koloru. Następnie udałam się do fryzjerki, by poprawiła przysłowiowe "coś" mojego autorstwa, poprawiła, a miesiąc później znów rozjaśniłam włosy w domu. #yolo 

Mogło być gorzej, więc powinnam być szczęśliwa (i szczerze mówiąc jestem) ze stanu, jaki mam. W kwietniu podcinam końcówki. Będzie dobrze. Musi być!


Co do pielęgnacji, staram się nie wprowadzać zbyt wielu produktów, aby nie obciążyć niepotrzebnie włosów. Końcówki naprawdę wymagają podcięcia, mimo, że ostatnie wykonywałam samodzielnie w domu przy pomocy najlepszych nożyczek pod słońcem (różowych Jaguarów). Próbuję polubić się z olejem kokosowym, a w najgorszych momentach z opresji wybawiają mnie anwenówki. Szczerze mówiąc nie wiem, co bym zrobiła bez tej kobiety, Jej bloga i porad. 

Nie mam ogromnych wizji dotyczących tego bloga - uznałam po prostu, że pewne rzeczy należy trzymać z dala od siebie. #hairoutine zwyczajnie nie pasuje do całokształtu pchymag, tak samo jak posty dotyczące przemyśleń - gryzą się z recenzjami kosmetyków i wskazówkami dotyczącymi pielęgnacji. 

Sporo pracy przede mną. Przede wszystkim, jeśli chodzi o nadrabianie zaległości na Waszych blogach. Dobrze, że już weekend. #studia. Poniżej publikuję najmniej udane zdjęcie z całej sesji podsumowującej mój nieudany i leniwy rok. Podbudujcie się. Za parę miesięcy nie będzie już tak łatwo! (akceptujecie wyzwanie?)


Na koniec kilka rzeczy organizacyjnych. Tak jak wspominałam wcześniej, adres z oryginalną domeną chwilowo będzie niedostępny. Jestem na etapie negocjacji z obecnym właścicielem, w sprawie jej odzyskania. (Don't ask). Hairoutine posiada swoje własne social media, niezwiązane z pchymag, do których odnośniki znajdziecie w menu nawigacyjnym (prawy pasek szablonu). W szczególności zachęcam do:

polubienia fanpage na facebooku, zaobserwowania konta na twitterze, zaobserwowania konta na instagramie, zajrzenia na pinterest oraz tumblr & subskrypcji konta na yt (kto wie, może wkrótce coś tam udostępnię?).

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz