czwartek, 4 maja 2017

WŁOSY: KWIECIEŃ '17

 
Nie macie pojęcia, jak ciężko jest zrobić fotografie na potrzeby aktualizacji w typowy, a na dodatek nieuzasadniony bad hair day! Mamy 4 maja, terminy gonią mnie jak oszalałe, od paru dni nie mogę znaleźć odpowiedniego oświetlenia do zdjęć, a kwietniowa aktualizacja jak czekała, tak czeka. Dlatego postanowiłam napisać i opublikować wpis dzisiaj. Ok, przejdźmy do meritum. Jak wyglądała moja pielęgnacja w kwietniu?

Mogłabym powiedzieć, że "minimalistycznie, ale nie do końca"

Robiłam wszystko, co w mojej mocy, aby regularnie olejować włosy (obecnie korzystam z cennych właściwości olejów: kokosowego i jojoba). Dwa razy dziennie (rano i wieczorem) w skórę głowy wcierałam Jantar. Co drugi dzień, na długość od ucha do końców, stosowałam odżywkę wzmacniająco-regenerującą (ziołowo-witaminowe serum do włosów suchych i zniszczonych RADICAL), od czasu do czasu traktowałam je również ekspresową odżywką regeneracyjną ultimate repair GLISS KUR (czarna), zwłaszcza, kiedy potrzebowałam dodatkowego dociążenia. Ponadto, biorąc pod uwagę pielęgnację wewnętrzną, przyjmuję suplementy w postaci witamin: B5, A, D, PP.

 
M Y C I E

Chyba nikogo nie zdziwi, że postawiłam na moją ulubioną metodę, OMM: O (odżywka) - syoss CERAMIDE, M (mycie) - O'HERBAL wzmacniający włosy, M (maska) - ANWEN ‚Winogrona i Keratyna’ do włosów średnioporowatych. Niektórym z Was codzienne stosowanie maski może wydawać się dziwne, ale moje włosy naprawdę potrzebują takiej ilości substancji odżywczych i odwdzięczają mi się za taką bombą energetyczną raczej pozytywnie. W przeciwieństwie do tego, kiedy stosuję maskę raz w tygodniu, a na co dzień odżywki o często uboższym składzie. Do tej pory nie wiem, czemu tak jest. Może zwyczajnie moje włosy wdały się we właścicielkę. 

Lubią jeść.

Na kolorowych fotografiach tego nie widać, ale odrost, ku mojej uciesze jest coraz większy! A to oznacza, że... rosną szybciej, yay!



Fotografie dzisiejszej aktualizacji idealnie odzwierciedlają ich najgorszą cechę, a mianowicie tendencję do puszenia się. Szczerze mówiąc nie znam innego lepszego sposobu niż olejowanie, więc będę olejować, olejować i jeszcze raz olejować, z nadzieją, że pewnego dnia moje włosy uodpornią się na zmiany pogodowe i nawet wilgoć w powietrzu nie będzie im straszna. Nie wiem jak Wy, ale ja nie przepadam za lookiem ala Vivienne Westwood.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz