środa, 19 lipca 2017

Kilka rzeczy, które możesz zrobić dla swoich herów latem.

Jaka pogoda u Was, słoneczka? U mnie wypogodziło się do tego stopnia, że z samego rana rzuciłam się ze łzami wzruszenia na nowo-zakupioną mgiełkę ochronną Anwen, kupioną z myślą o egzotycznych upałach w mej rodowitej Polszy. Ekscytacja sięgnęła zenitu i zdążyłam nawet zepsuć atomizer, ale o tym kiedy indziej (na przykład w recenzji). To również doskonały moment na przekazanie Wam kilku lajfhaków dotyczących letniej pielęgnacji. Bo co z tego, że w HBO nadeszła zima, skoro w realu nasze kosmyki narażone są na wszystko to, co najgorsze... Przesuszenie, utratę blasku, matowość, łamliwość, kruchość...




Osłabienie, wypadanie, gumowatość, martwica włosa... Mogłabym wymieniać te wszystkie okropności bez końca, bo jeśli chodzi o letnie uszkodzenia, mogę spokojnie nazwać się w tej dziedzinie ekspertką. Dofoot? Stan moich włosów w 2012. Nie wiedziałam wówczas, że pielęgnacja włosów (podobnie jak cery) powinna być kompleksowa i dostosowana nie tylko do pory roku, ale również do naszych osobistych potrzeb. Nie wiedziałam, że szampony bogate w silne detergenty wysuszają skórę głowy, a co za tym idzie, również kosmyki, osłabiając je i przyczyniając się do ich zmatowienia. I chociaż matowe usta są ostatnio w modzie, zdecydowanie odradzam pójście o krok dalej i zarzucanie tu i tam (na przykład w Rossmannie) zmatowionym włosem. Nie tędy droga. Jeżeli do tego jesteście posiadaczkami włosów z mniejszą ilością melaniny - blond/siwych/farbowanych/rozjaśnianych, jesteście w grupie ryzyka znacznie wyżej niż brązowo/czarnowłose cziki. Waszą artylerią winny być nie tylko ochronne mgiełki, ale również nakrycia głowy, które ochronią nie tylko przed szkodliwymi promieniami UV, ale i przed udarem.




Warto pamiętać o właściwej diecie. I mimo, że latem mamy znacznie większy dostęp do żywności bogatej w niezbędne witaminy, nie bójcie się suplementacji. W przypadku włosów, polecam ACE (i nie mam na myśli wybielacza, spokojnie). To właśnie witaminy A, C i E zapobiegną suchym, łamliwym i wypadającym herom. Jeśli zdecydujecie się na ich stosowanie, zapoznajcie się z dziennym zapotrzebowaniem. Żadna z Was nie chce przecież doprowadzić do hiperwitaminozy, prawda? Witaminki przyjmujemy zawsze z głową (na karku). 

Kiedy myślę o swoich włosowych przygodach sprzed lat (kiedy moje hery były długie i bujne, a Karolina nie namówiła mnie na fryz ala Lily-Rose Depp), kolejnym hitem, jaki przychodzi mi do głowy jest siemię lniane: w postaci odżywki do włosów jak i bazy do laminowania. Żel z siemienia doskonale wygładza, nawilża i zmiękcza włosy, sprawiając, że są bardziej podatne na układanie. 

o d ż y w k a

Jedyne, czego potrzebujesz to: dużo czasu wolnego (najlepiej godzinę), siemię lnianę, woda i czajnik. Chyba, że jesteś studentką - kwestię czajnika można załatwić na przykład garnkiem, w którym Twoja mama gotowała przez większość życia makaron. Potrzebujesz niewielkiej ilości wrzątku, którym zalejesz:

1/4 szklanki siemienia. Powstały żel odsącz i wetrzyj we włosy. Zmyj po około godzinie.
l a m i n o w a n i e 

Kondycjonuje hery, nabłyszcza, wygładza. Możesz zrobić je u fryzjera w wersji ekskluzywnej, możesz spróbować w domu. Laminowanie to nic innego jak pokrycie włosów ochronną otoczką. Możesz użyć do zabiegu w/w siemienia lnianego lub żelatyny. Potrzebujesz:

1 łyżki żelatyny
3 łyżki gorącej, ale nie wrzącej wody
miski
odżywki do włosów / ulubionego oleju do włosów
folii/czepka
ręcznika

Łyżkę żelatyny rozpuszczamy w trzech łyżkach gorącej wody, mieszamy, czekamy do przestygnięcia. Dodajemy łyżkę odżywki. Otrzymaną maskę rozprowadzamy na umytych i osuszonych ręcznikiem włosach na całej długości. Po rozprowadzeniu całości, owijamy włosy folią/nakładamy czepek, okręcamy głowę ręcznikiem i pozostawiamy na około 45 minut na włosach. Możecie ogrzać ręcznik ciepłym strumieniem powietrza suszarki. Po 45 minutach spłukujemy włosy letnią wodą. 

Podobnie robimy z żelem lnianym. Opisaną wyżej metodę warto stosować raz na jakiś czas i nie przesadzać z częstotliwością. W innym przypadku przeproteinujemy włosy, otrzymując efekt odwrotny do zamierzonego. Włosy przeproteinowane to włosy: suche, plączące się i przeciążone.

Lato to okres, kiedy możemy pozwolić sobie na eksperymentowanie i maseczki wykonane w domu, według starych receptur znanych przez nasze babcie. Wystarczy tylko kilka składników. 

m a s e c z k a • n a w i l ż a j ą c o - w z m a c n i a j ą c a 

1 żółtko
2 łyżki miodu
2 łyżeczki jogurtu naturalnego
2 łyżki oliwy

m a s e c z k a • n a w i l ż a j ą c o - r o z j a ś n i a j ą c a

1 żółtko
4 łyżki oleju rzepakowego
12 kropli soku z cytryny

W/w składniki wymieszaj i nałóż na włosy, przykryj czepkiem i ręcznikiem. Po około 30 minutach spłucz maskę letnią wodą.

Jestem ciekawa, czy posiadacie swoje własne, letnie rytuały pielęgnacyjne? Płukanki z rumianku? Ulubione kosmetyki stosowane latem? Podzielcie się w komentarzu, chętnie je poznam!

źródło zdjęć: Google

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz