niedziela, 23 lipca 2017

"Mniej znaczy więcej."


O ile większości z nas lato kojarzy się z większą swobodą (koniec z ubieraniem się na cebulkę, yasss), o tyle w kwestii pielęgnacyjnej warto wypracować u siebie pewien rodzaj systematyczności i konsekwentnego trzymania się twardo ustalonych reguł.

Jeśli chcesz uniknąć stanów zapalnych skóry, łamliwych paznokci i ogólnie rzecz biorąc złego samopoczucia, wynikającego najprawdopodobniej z rozczarowania po ujrzeniu swego zmarnowanego oblicza w lustrzanym odbiciu. 

I chociaż łatwiej napisać, a trudniej zrobić (jestem tego żywym przykładem), ja naprawdę, ale to naprawdę się staram. I kiedy co rusz trafiam na budki z goframi, lodami, frytkami i wszystkim tym, co tygryski lubią najbardziej, staram się wrócić myślami do ukochanej herbatki oczyszczającej, którą ostatnio mama przywiozła mi z Włoch, albo z Francji (na etykiecie napisane jest made in Paris) i którą staram się pić przynajmniej kilka razy dziennie.

Nie warto zarywać nocy. Zaburzony rytm snu, jaki fundujemy sobie zasypianiem o późniejszej niż zazwyczaj godzinie, to doskonały przepis na podkreślenie pierwszych zmarszczek mimicznych. Jeśli rzeczywiście nie możesz położyć się wcześniej spać (spotkania z przyjaciółmi i pogaduchy do 2 w nocy), na drugi dzień pij dużo wody i zainwestuj w dobrą maseczkę. Buzia podziękuje Ci za regenerację.

Nawilżaj, nawilżaj i jeszcze raz nawilżaj. Osobiście mam z tym spory problem, ponieważ po kąpieli zwyczajnie nie lubię używać balsamów pielęgnujących. Zwłaszcza, kiedy moja skóra jest ciepła, a konsystencja kosmetyku ... no cóż, zimna. I mimo, że rozmawiałam na ten temat za wieloma przyjaciółkami, które polecały mi rozgrzać produkt w dłoniach przed nałożeniem ich na ciało, nie mogłam się przekonać. Być może dlatego przez ostatni rok wolałam wlać dużą ilość olejku do wanny, a ostatnio przerzuciłam się na balsamy o lżejszej formie, a mianowicie - pianki. Nie są tak obrzydliwie zimne i o wiele łatwiej się je rozprowadza. Wchłaniają się również szybciej niż ich kremowe odpowiedniki.

Nie oszczędzaj na czasie, rezygnując ze spłukiwania wody morskiej / chlorowanej z ciała po kąpieli. Sól / chlor które osiadają na skórze bardzo ją wysusza. Jeśli w pobliżu kąpieliska nie ma pryszniców / zapomniałaś klapek, usuń nadmiar minerałów za pomocą chusteczek nawilżających. 

Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o włosach. Zapomniałam napisać o kilku istotnych rzeczach w poprzednim wpisie. Utarło się przekonanie, że suszarki szkodzą włosom i z tego, co zaobserwowałam w social mediach, sporo dziewczyn stawia na "naturalne" suszenie na (o zgrozo) słońcu. Nie wiedząc, że wystarczy około 15 minut - a w przypadku zniszczonych farbowaniem/rozjaśnianiem włosów 10 - by wolne rodniki naruszyły strukturę włosa, niszcząc osłonkę chroniącą przed uszkodzeniami i wysuszeniem. Rozchylone łuski włosa wyjątkowo łatwo absorbują promienie słońca, czego efektem jest utrata koloru, zmatowienie. Drobinki wody morskiej i chlorowanej niczym soczewka skupiają promienie ultrafioletowe. Dlatego właśnie warto pływać w czepku, a tuż przed kąpielą - zmoczyć włosy pod prysznicem / wodą mineralną. Ktoś kiedyś porównał włosy do gąbki - namoczona gąbka nie przyjmie większej ilości wody. Myślę, że to naprawdę trafne porównanie.



A skoro jesteśmy przy temacie kąpieli... W hotelach i pensjonatach często możecie trafić na darmowe mini-szampony, żele pod prysznic i balsamy. Radziłabym podchodzić do tego typu produktów ostrożnie. Kiedyś miałam na ich punkcie obsesję, a malutkie buteleczki uważałam za przesłodkie. Nie przyszło mi do głowy, by sprawdzać ich skład, a niestety często zdarza się, że pomimo ładnego opakowania, buteleczki te kryją zazwyczaj preparaty o słabej jakości. Jeśli tak jak ja, jesteście posiadaczkami skóry wrażliwej, przed użyciem zapoznałabym się z treścią ulotki dołączonej do opakowania bądź skonsultowałabym się z dermatologiem lub ogarniętą blogerką, gdyż każdy kosmetyk niewłaściwie stosowany zagraża wypryskami lub wysypką.

Odstaw na bok "fotouczulacze", czyli składniki, które zwiększają wrażliwość na słońce. Są to między innymi: nagietek, dziurawiec, bergamotka i arcydzięgiel. Nagietek może wywoływać reakcje alergiczne w postaci czerwonych przebarwień na skórze. Dziurawiec z kolei może powodować zmiany skórne w postaci wyprysków. Po dłuższym kontakcie z promieniami słonecznymi może przyczynić się do pojawienia trwałych odbarwień skórnych. Stosowanie produktów wzbogaconych w ekstrakty z w/w roślin może grozić poparzeniem słonecznym, czego nie życzę nikomu.

Podobnie z mocnymi perfumami. Nie wiem jak Wy, ale latem wszystkie intensywne zapachy zamknięte w ciężkich, masywnych szklanych buteleczkach, zwyczajnie mnie odrzucają. Od maja do końca września dominują u mnie delikatne wody toaletowe i mgiełki zapachowe... Albo nic. W imię zasady mniej znaczy więcej



Brak komentarzy :

Prześlij komentarz