środa, 12 lipca 2017

WŁOSY: CZERWIEC '17

Ze względu na duże opóźnienie i chwilową zmianę koloru, zastanawiałam się czy nie odpuścić czerwcowej aktualizacji. Jak widać, koniec końców zebrałam się w sobie, chwyciłam za aparat i wykonałam kilka hairfie (hair+selfie), próbując najlepiej oddać ich aktualny stan.

Przejdźmy do podsumowania czerwca.
  



Po ponad 2 miesiącach, udało mi się wykończyć winogronowo-keratynową maseczkę do włosów Anwen. W niewielkiej ilości wcierałam ją w skórę głowy i włosy praktycznie przy każdym myciu, więc może to być dla Was mały hint, jeśli chodzi o wydajność. 

O dziwo, mimo wzmożonej stylizacji, ze względu na okres weselny i dni, w których chcąc nie chcąc chciałam, aby moje włosy wyglądały dobrze, ich struktura nie ucierpiała. A już nastawiałam się na porządną lipcową regenerację. Zdarza się.

Obecny kolor włosów to wynik eksperymentowania z Loreal Coloristą. Najpierw, w jednodniowych przerwach od farbowania, dwukrotnie nałożyłam odcień blorange, a następnie, 3 dnia pastelowy róż. Na moim pożółkłym blondzie dało to całkiem ładny efekt, chociaż... kolor nie chwycił odrostów. Nie zależy mi aż tak bardzo na estetyce tej fryzury, a sam odcień to efekt chwilowy (użyłam farby zmywalnej), więc nie próbowałam ich nawet rozjaśniać. Na razie nie będę ruszać odrostów.

Dobry stan kosmyków to też zasługa produktów, jakich używam w lipcu. Bieżącą relację znajdziecie na moich social mediach, gdzie staram się informować o każdej zmianie w zestawie moich aktualnych kosmetyków.

Cieszę się, że aparat był w stanie uchwycić tzw. 'baby look'. Baranka ujarzmiam nowo-zakupionym olejkiem mango, również z linii Anwen, jednocześnie chroniąc je przed uszkodzeniami mechanicznymi, na które są narażone najbardziej, biorąc pod uwagę ich długość. 



To trochę zabawne, że latem kończę z rudościami na głowie. Dla przypomnienia zdjęcie sprzed dwóch lat:


Ugh. Mogłam go nie wstawiać / szukać. Wpędziłam samą siebie w kompleksy.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz