sobota, 7 października 2017

WŁOSY: WRZESIEŃ '17




Niewiarygodne jest to, jak ten czas szybko leci! Odnoszę wrażenie, że dopiero wczoraj borykałam się z brakiem dobrego nasłonecznienia przed zrobieniem zdjęć do aktualizacji sierpniowej, a tu bang, 7 października! Po raz kolejny przychodzę do Was z fotkami "domowymi" i sztucznym oświetleniem, z nadzieją, że być może ulegnie to zmianie w listopadzie. 

Jak wyglądała pielęgnacja moich włosów we wrześniu?




Jeśli bacznie śledzicie mój instagram, wiecie, że w chwili obecnej z powodu zakupowego szaleństwa ostatnich czasów, eksperymentuję z różnorodnymi szamponami. Pod względem mycia nic nie uległo zmianie - na łazienkowych półkach goszczą te same trzy szampony, o których wspominałam w aktualizacji SIERPNIA '17,

- nawilżający z olejem kokosowym i masłem shea MARC ANTHONY - Hydrating Coconut Oil & Shea Butter 
- sensitiv ALTERRA z olejkami: migdałowym i jojoba 
- i nieco mocniejszy, którym myję skórę głowy raz w tygodniu, JOHNSON'S® Baby z rumiankiem.

Zmieniły się natomiast maseczki, z racji tego, że wykończyłam jagodową KJMN (recenzja już wkrótce). W jej miejsce weszły:

- kuracja kaszmirowa z olejkiem amarantusowym, skoncentrowana maska wzmacniająca ZIAJA,
- botanicals fresh care, bogate odżywienie, maska przywracająca jedwabistą miękkość do włosów suchych L'OREAL PARIS
- GARNIER fructis oil repair 3 butter maska wzmacniająca do włosów bardzo suchych i zniszczonych 

Moją ulubioną maską na dzień dzisiejszy jest fructis, ale nie powinno to nikogo dziwić, ponieważ już od początków mojego włosomaniactwa to właśnie GARNIER zajmuje jedno z pierwszych miejsc wśród moich kosmetycznych ulubieńców (w kategorii pielęgnacji włosów).

Kosmetyki wspomagające to oczywiście olejki, tym razem, po raz kolejny:

Olej Mango do włosów średnioporowatych ANWEN stosowany jako odżywka bez spłukiwania w postaci 2/3 kropli dziennie. 

I "nowy" nabytek: olejek malinowy Esent, którego trawiasty zapach będący "naturalnie pachnącą" alternatywą dla oszałamiającego mango ANWEN, wprost ubóstwiam. Otrzymałam go w ramach rozdania u Malinowy Skarbiec - gorąco polecam Wam tego bloga i rozdania u Nadii, których jest naprawdę mnóstwo. Każdy znajdzie coś dla siebie, gwarantuję!



Mimo, że na zdjęciach wyglądają na zdrowe, przerzedzone końcówki zmotywowały mnie do podcięcia około 1 cm metodą... koszulkową. Brzmi dziwnie, prawda? Wspominałam o niej w kwietniu, o tutaj! Co prawda olejowanie utrzymuje moje hery w dobrym stanie bez podcinania końcówek co 6 tygodni, jednakże przekonałam się dzisiaj na własnej skórze (albo na własnych włosach, lol), że nic nie daje większej satysfakcji niż mięsiste, gęste końce. 

Zauważam też, jak pewnie i Wy, coraz mocniej odbijający się od farbowanej części herów - odrost. Być może, jeśli fioletowe płukanki nie zdadzą egzaminu, niedługo udam się do fryzjera na wyrównanie tej różnicy. Nie będę przecież, chociaż zbliża się zima i noszenie czapek, chodzić po wsi z nieudanym ombre, haha! ;-)

Jak Wasze włosiska? Rosną czy się buntują? 

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz