sobota, 18 listopada 2017

WŁOSY: PAŹDZIERNIK '17



Przyznam się bez bicia, trochę kazałam Wam czekać na przywrócenie bloga do życia i opublikowanie kolejnego wpisu z serii #aktualizacja. (Zazwyczaj posty tego typu pojawiają się na początku każdego miesiąca.) Szczerze mówiąc potrzebowałam tej przerwy. Nie wiem czy Wam też, ale zdarzają mi się "przesilenia twórcze", podczas których nie mam ochoty robić dosłownie nic. Minimalizuję wówczas wszystkie rytuały pielęgnacyjne, a wolny czas poświęcam na sen / książkę lub dobry serial ;) Jeśli ciekawi Was, jak dbałam o włosy w październiku, zapraszam do rozwinięcia wpisu!


Okres jesienno-zimowy to zarówno dla mojej skóry jak i włosów najgorszy czas w całym roku. Skóra świruje od suchego, grzejnikowego powietrza, a włosy ocierają się o swetry, szaliki, kurtki. Jeśli nie włączę do pielęgnacji produktów natłuszczających/olejów, kończę jako żółw ninja. Albo Bazyliszek z Harry'ego Potter'a zrzucający skórę. Albo... (spoiler alert) DEMOGORGON w fazie rozwojowej! 
 
Tak więc jeśli mowa o włosach, nie mogłam pominąć olejowania. MANGO Anwen sprawdzał się doskonale, ale o tym dokładniej podzielę się w recenzji produktu. Oprócz tego, w ciągu dnia jako substytut odżywki, wcierałam we włosy 2 krople olejku malinowego.

MYCIE:
- szampon nawilżający z olejem kokosowym i masłem shea MARC ANTHONY - Hydrating Coconut Oil & Shea Butter 
- sensitiv ALTERRA z olejkami: migdałowym i jojoba 
- JOHNSON'S® Baby z rumiankiem

ODŻYWIANIE:
- kuracja kaszmirowa z olejkiem amarantusowym, skoncentrowana maska wzmacniająca ZIAJA, 
- botanicals fresh care, bogate odżywienie, maska przywracająca jedwabistą miękkość do włosów suchych L'OREAL PARIS 
- GARNIER fructis oil repair 3 butter maska wzmacniająca do włosów bardzo suchych i zniszczonych

DODATKOWO:
- balsam odbudowujący BIOVAX Opuntia Oil & Mango 
- olejek z nasion (pestek) malin ESENT
- olej mango ANWEN




W związku z tym, że od trzech miesięcy przyjmuję izotretynoinę, mogę pozwolić sobie na mycie (włosów)... raz w tygodniu (dacie wiarę?). Zdaję sobie sprawę z tego, że taki stan skóry głowy nie będzie utrzymywał się po zakończeniu kuracji, ale przyznam szczerze, że miło jest wrócić do okresu "dzieciństwa", kiedy myłam swoje hery tylko w soboty! ;) 

Co do stanu ogólnego... Jeżeli nie uda mi się ich odpowiednio dociążyć, pewnie podetnę je nieco wcześniej, mimo, że zależy mi na długości. Przyrost możecie porównać, przyglądając się odrostowi sprzed miesiąca (klik) - myślę, że nie jest spektakularny, ale nie jest też źle ^^

Jak radzicie sobie ze swoimi herami późną jesienią? Same good hair days czy szkoda gadać? 

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz