niedziela, 2 grudnia 2018

WŁOSY: LISTOPAD 2018

 
Wczoraj minęły dwa lata i trzy miesiące, odkąd po raz ostatni miałam styczność z jakąkolwiek farbą do włosów... Wygląda na to, że nadszedł ten czas w roku, kiedy fotografie do aktualizacji pielęgnacji herów będę wykonywać głównie w domu, a to za sprawą kapryśnej pogody i nieco małym polem do negocjacji, jeśli chodzi o czas. Zapraszam do czytania!


Kosmetyki, jakich używałam w listopadzie: 

MYCIE: 
- szampon wygładzający z ekstraktem z pomarańczy i kokosu SANTE NATURKOSMETIK

+ sporadycznie (staram się wykończyć zalegające w łazience szampony, których ponownie nie kupię):
- szampon regenerujący HASK ARGAN OIL from Morocco 
- szampon Schauma - nature moments - succulent raspberry & sunflower oil 
- Nivea Micellar Shampoo - odświeżający szampon micelarny do włosów normalnych i przetłuszczających się 

 
ODŻYWIANIE: 
- Rahua - odżywka nawilżająca z olejami morete, rahua, ekstraktem z nasion sacha inchi & organicznymi cukrami z mango
- Petal Fresh - odżywka wygładzająca zapobiegająca puszeniu się włosów z lawendą
- Petal Fresh - odżywka nabłyszczająca z aloesem i cytrusami
- Petal Fresh - odżywka nawilżająca z ekstraktem z nasion winogron i oliwą z oliwek - stosowana na całej długości po spłukaniu szamponu*
- Petal Fresh - odżywka Tea Tree - stosowana na skalp* 
- Maska odbudowująca z keratyną - Dream (Artego) 
- Odżywka Weleda - kuracja odnawiająca z owsem (nie służyła mi na Maderze, dam jej szansę w Polsce) 
- Odżywka nabłyszczająca do włosów pozbawionych blasku Bio-malwa i ekstrakt z pereł - Lavera (również średnio mi służy)* 
- Maska PAPAYA HAIR FOOD Garnier*
- Odżywka ECO FRESH NATURALS*

 
DODATKOWO: 
- L`Oreal Paris, Botanicals Fresh Care, Bogate odżywienie, Pomada dyscyplinująca bez spłukiwania do włosów suchych 
- olej ANWEN - werbena do włosów niskoporowatych 
- olej z owoców awokado - Venus 
- olej arganowy 
- olej grejpfrutowy ALCHEMY OILS 
- wcierka Banfi Hajszesz*
- wcierka z kozieradki

* te kosmetyki udało mi się wykończyć 

 
Mam wrażenie, że wcierka z kozieradki znacząco przyspieszyła wzrost włosów, jednakże nie jest to pewnik. Nie kontroluję przyrostu jak maniak, nie mierzę długości włosów co miesiąc (choć może powinnam lol). 

Wcierkę przygotowuję w następujący sposób:

1 łyżeczkę zmielonych nasion kozieradki zalewam 250 ml zagotowanej (lecz nie wrzącej) wody. Parzę pod przykryciem. Nie pomyślawszy o wygodzie, zainwestowałam w zmielone nasiona - Wam polecam ziarenka, będziecie mieli zdecydowanie mniej zachodu z filtrowaniem powstałej zawiesiny. Kiedy płyn przestygnie, przelewam go do małego słoiczka i przechowuję maksymalnie do tygodnia w lodówce, każdego wieczoru aplikując na skórę głowy ilość odpowiadającą pojemności jednej strzykawki. Czy przeszkadza mi zapach? Odrobinę, o czym przekonać mogliście się śledząc moje social media. Obawiam się, że pomimo cudownych efektów (przyspieszony wzrost, zahamowanie wypadania i wysyp baby hair), będę musiała przenieść kurację na weekendy ze względu na pracę i przebywanie wśród ludzi. 



Jakie są moje osobiste odczucia odnośnie włosów?

Wiem, że się przerzedziły. Widzę to, czuję to. Zdaję sobie sprawę z tego, że może wyglądałyby lepiej wizualnie, gdybym je podcięła, ale w chwili obecnej nie zależy mi szczególnie na tym, jak wyglądają. Na czym mi zależy najbardziej to... to, aby były... W miarę zdrowe? Za priorytet biorę przede wszystkim skórę głowy, bo to ona jest w tym momencie najważniejsza, zważywszy na załamanie, które przechodziłam latem/początkiem września (włosy wypadały mi garściami). Wszystko wskazuje na to, że powodem wypadania mogą być problemy z tarczycą, ale na razie nie będę Was szczególnie wgłębiać w szczegóły. Chyba czeka mnie znacznie dłuższa podróż regeneracyjna niż mogłoby się wydawać... ;)

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz