środa, 2 stycznia 2019

Krzysiu, gdzie jesteś?


Płakałam na trailerze, popłakiwałam w trakcie oglądania filmu. Czy "Krzysiu, gdzie jesteś?" zasługuje na miano mojego pierwszego, filmowego odkrycia 2019 roku? I czy poleciłabym ten film Wam? 


Zabrzmi to głupio jeśli napiszę, że nie wiedziałam, czego spodziewać się po filmie familijnym w reżyserii Marca Forstera. Wiedziałam przecież, że fabuła będzie związana z treścią książek A.A. Milne’a o Kubusiu Puchatku. Wiedziałam też, że raczej nie będzie to film z nieszczęśliwym zakończeniem, czy dramatycznym zabarwieniem. Spodziewałam się historyjki, którą z powodzeniem mogłabym puścić w sobotnie popołudnie wszystkim siostrzeńcom, żeby osobiście zająć się czymś nieco bardziej awangardowym (jak na przykład czytanie książki po angielsku, oh, ja, samotny płatek śniegu, czytający książki w języku innym niż ojczysty, owacje dla mnie na stojąco proszę, toż to duże osiągnięcie). Powód, dla którego w ogóle obejrzałam ten film jest dość zabawny - mianowicie, przed opuszczeniem domu w Sylwestra, uznałam, że lepiej będzie jeśli Żabol będzie miał się czym zająć/będzie słyszał jakieś przyjemniejsze dźwięki niż huk fajerwerków (hola, hola, hai, czy Ty opuściłaś zwierzę w noc sylwestrową, czy Ty jesteś nienormalna?), dlatego zamówiłam na VOD ten właśnie film. Bo wydawał mi się przyjazny, bo był Disneyowski, bo Żabol lubi Kubusia Puchatka. Co do tego ostatniego nie jestem w pełni pewna, ale warto być optymistą, zgadza się? Tak więc (nie zaczynamy zdania od "a więc" itp.) kupiłam film, a na drugi dzień uznałam, że szkoda, żeby się zmarnował. W końcu do 17 złotych. Żabol nie chciał mi opowiedzieć fabuły (me @ me: Boże, przestań się kompromitować)...



Momentami prawie płakałam. Nie dlatego, że fabuła była jakaś mega wzruszająca. Myślę, że to przez muzykę i przepiękne kadry uwzględniające piękno natury, którego widok przywoływał na myśl prawdziwe dziecięce wspomnienia. Kiedy jako dorosły oglądasz tego typu filmy, naprawdę łatwo o wzruszenie. Kto za dzieciaka nie buszował po lasach i łąkach i nie wcielał się we wspaniałego rycerza? Kto nie miał wymyślonych przyjaciół, albo kto nie personifikował swoich ulubionych maskotek? Well, jeśli mam być szczera, nadal czuję wyrzuty sumienia, że część moich pluszaków przebywa obecnie w szufladzie pod łóżkiem.



Przygody dorosłego Krzysia i jego przyjaciół możecie obejrzeć w samotności, w towarzystwie ukochanego (kota), a nawet dzieci. Myślę, że film przypadnie do gustu każdemu, co wcale nie oznacza, że jest słaby. Wiecie, jest takie powiedzenie, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego (czy jakoś tak, don't judge me). I chociaż nieco bardziej realistyczne, pluszowe wersje ukochanych przez Nas postaci zdają się jakby dopiero co wyszły z ekranizacji Tima Burtona (czyli są straszne, jeśli nie nadążasz z odniesieniem), to po pewnym czasie dają się lubić. Wszystkie, z wyjątkiem Tygryska. Totalnie przegięli z Tygryskiem.