wtorek, 16 kwietnia 2019

the story of a murderer



Zapewne znacie te książki, których czytanie dawkujecie sobie niczym krople ulubionych, kosztownych perfum? Jeśli tak jak ja należycie do osób, które nie wyobrażają sobie życia bez ulubionej książki obok, z pewnością na takie lektury trafiliście. Czytacie je powoli, bez pośpiechu, z bólem upewniając się ile jeszcze stron zostało do końca. W ten oto sposób odkładacie spotkanie z finałem tak długo, jak tylko się da. Ja tak miałam z "Pachnidłem". Kolejną, fantastyczną książką, którą powinnam była przeczytać znacznie wcześniej (a przynajmniej takie odnoszę wrażenie, zważywszy na to, że moja mama miała z nią styczność już dwanaście lat temu). Problem w tym, że w tamtym okresie tkwiłam w "śpiączce masówki", a jedyną książką, jaką byłam w stanie dotknąć był rzecz jasna Harry Potter. Serio.

Wróćmy jednak do "Pachnidła". 




Część z Was trafnie zauważyła (oglądając zdjęcie opublikowane w recenzji "Lotu nad kukułczym gniazdem"), że udało mi się kupić "Pachnidło" z wyjątkowo ładną okładką. Przyznam szczerze, że poszukiwanie książek zdobionych nietypowo uroczą oprawą to moja mała obsesja. Im piękniejsza okładka, tym więcej jestem w stanie przeznaczyć na daną książkę, a tworzenie własnej biblioteczki w nieco bardziej świadomy sposób sprawia mi ogromną przyjemność. Doskonale wiem, że przywiązywanie się do rzeczy to mała próżność, ale skoro kupuję literaturę "w papierze" (co w dobie kindle jest wyczynem), zależy mi, aby każda zdobyta książka przywoływała miłe wspomnienia. Patrząc na okładkę, którą wybrałam spośród wielu, moja estetyczne alter ego dosłownie szaleje z radości. Stop. Stop na temat wyglądu książki, mam pisać o jej wnętrzu (i ekranizacji, ale o tym później). 



Na widok "Pachnidła" moja mama skwitowała krótko "o, erotyk". Nie ukrywam, że trochę mnie to zniechęciło do dalszej interakcji z dziełem Patricka Suskinda, ale jakież było moje zdziwienie, kiedy doszłam do wniosku, że moja własna rodzona matka dostrzegła tylko jeden aspekt tej właśnie książki. Nie chcę się tu rozpisywać na temat osobniczej zdolności do interpretacji literatury na wielu płaszczyznach, ale to dobry moment na to, żeby wyprowadzić Was z błędu, w który wprowadziła mnie własna matka. "Pachnidło" to nie erotyk. "Pachnidło" to arcydzieło, mistrz fikcji, horror i klasyk.

edit: Moja mama przeczytała tę recenzję i stanowczo zaprzeczyła nazwaniu "Pachnidła" erotykiem. Ja nadal stoję przy swoim, najwidoczniej zapomniała.


Zważywszy na ilość akapitów, które napisałam do tej pory, odnoszę (chyba trafne) wrażenie, że mogłabym napisać książkę na temat tej książki. Tak bardzo się cieszę, że dane mi było zanurzyć swój umysł w świat niemieckiego pisarza i poznać historię Jana Baptysty Grenouille. Sądząc po ocenach na Goodreads i Lubimy Czytać, nie każdemu przypada do gustu, ale jak to mówią jeszcze się taki nie urodził, co by każdemu dogodził. Moje lubujące się w filozoficznych przemyśleniach ja, które wprost uwielbia zastanawiać się nad czytaną treścią pod kątem psychoanalitycznym zostało w pełni nasycone.


Co zszokowało mnie najbardziej, to fakt, że z głównym bohaterem książki niezwykle łatwo było mi się utożsamić. Suskind w arcymistrzowski sposób ukazuje problematykę osamotnienia, wyizolowania, odmienności, ale kompletnie inaczej niż Kesey. O ile w "Locie nad Kukułczym Gniazdem" wszystko było podane na tacy, o tyle tutaj, bez zdolności dostrzegania metafizycznej metafory, zbyt wiele nie zrozumiecie. Porażający intelekt autora jawi się w języku oprawionym lekkim cynizmem, przez co groteskowy charakter tej książki jest wprost niepowtarzalny. Nie mam pojęcia do czego porównać ten klimat, ale pierwsze, co przychodzi mi na myśl to reżyseria Tima Burtona. Mamy tu mroczny świat przedstawiony w przerażająco lekkiej, aczkolwiek pochłaniającej od stóp do głów formie. 


Jest to kolejna książka, która odnosi się do psychologii społeczeństwa, ukazująca pozycję jednostki na tle podatnego na manipulację, ciemnego tłumu. Nie dziwi mnie pogarda wobec ludzkości ukazana przez autora, który:

- nie cierpi poklasku,
- udziela niewielu wywiadów,
- unika życia publicznego,

i któremu zdarzało mu się odmówić przyjęcia nagród literackich takich jak Nagroda Gutenberga, Tukana, czy Nagroda Literacka FAZ. (źródło) Przyznam szczerze, że podejście Suskinda tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że nadzwyczajny węch i zapach, odgrywające w książce pierwszoplanową rolę są tak naprawdę ogromną metaforą zdolności każdej jednostki na świecie, która nie jest w stanie dostosować się do życia w społeczeństwie. 

 
Mogłabym pisać dalej, ale uważam to za zbędne. Książka warta przeczytania i tyle.

Film polecam obejrzeć po przeczytaniu książki, jako wizualne dopełnienie całości. Odrobinę odbiega od treści książki, ale da się to przełknąć widząc przepiękne ujęcia Toma Tykwera. Swoją drogą cieszę się, że miał premierę w dniu moich urodzin. Jest dużo rzeczy związanych Pachnidłem, które sprawiają, że silnie się utożsamiam.