poniedziałek, 25 maja 2015

Tangle Teezer Blow Styling #otwieranie


Kiedy przeczytałam u Idalii o nowej szczotce Tangle Teezer do stylizacji i obejrzałam reklamę na YouTube, po raz kolejny odezwała się we mnie włosomaniaczo-zakupoholicza natura i nieopisana chęć posiadania tej szczotki. Do Dnia Dziecka jeszcze daleko, myślałam, ale machnęłam ręką i z prędkością światła wbiłam na mintishop.pl, żeby  zamówić upragnioną szczotkę. W piątek zamówiona, dziś po drobnych perypetiach związanych z zabłądzeniem kurierki DHL – jest już u mnie. Czas na unpacking!





Jeśli jesteście posiadaczkami starszych wersji TT, wiecie, że szczotki zapakowane są w ładne, designerskie opakowanie. Po rozerwaniu pierwszego opakowania od Minti Shop zaczęłam dobierać się do plastikowego pudełka. Wiedziałam tylko jak odkleić tasiemkę zabezpieczającą, a potem zaczęły się schody. Chciałam nawet przeciąć to dziadostwo swoim ostrzem Shieldmaiden, żeby szybciej dostać się do fioletowego arcydzieła tkwiącego wewnątrz pudełka, ale koniec końców - po raz pierwszy od niepamiętnych czasów - udało mi się wykazać się sporą dozą cierpliwości i otworzyć pudełko kulturalnie, w tradycyjny sposób.



Dlaczego na Instagramie pisałam o ciężkiej artylerii? Ku mojemu zdziwieniu, szczotka jest stosunkowo… ciężka, a włosie kojarzone ze standardowymi szczotkami TT, takimi jak Elite czy wersja klasyczna, niczym nie przypomina włosia Blow Styling. Ona nie masuje głowy, ona ją wręcz szoruje. Prawdopodobnie dlatego doskonale nada się do czesania herów przed snem, w celu ukrwienia głowy i pobudzenia cebulek włosowych. Lecę przetestować! Wieczorem spodziewajcie się na mediach społecznościowych zdjęć włosów po stylizacji. Bye!